Przed Świętami zrobiłam w końcu porządek w moich paletkach na cienie i przyszedł mi do głowy pomysł na post porównawczy. Kto ciekawy moich elokwentnych wypocin - zapraszam ;)
Na pierwszy ogień idą palety MAC PRO PALETTE. Posiadam starą i nową, udoskonaloną wersję. Obie mieszczą w sobie 15 cieni, obie są magnetyczne. Bardzo wyczerpującą recenzje nowej wersji zrobiła Sylwia więc nie będę niepotrzebnie bić piany i tworzyć własnego opisu. Sylwia polubiła nową wersję ja niestety nie. Owszem paleta jest bardziej przyjazna dla użytkownika, ponieważ ma przezroczyste wieczko i widać wszystko jak na dłoni, ma wyjmowany (z trudnością) wkład i wówczas staje się paletą bardziej pojemną i uniwersalną (na róże np.) - niestety jest dużo cięższa od swoje starszej siostry i dwa razy droższa. Dodatkowym problemem jest wyjęcie cienia z okienka. W starej wersji palety MAC miały przy każdym okienku małe wgłębienie pozwalające na wyjęcie cienia bez uszczerbku. W nowej palecie pod każdym okienkiem jest otworek ale aby wyjąć cień trzeba najpierw wydobyć cały wkład, co nie jest proste :( Ten wyjmowany wkład również specjalnie mnie nie fascynuje, ponieważ gdy cienie są upchane jeden obok drugiego bez okienek, zawsze po jakimś czasie mam w paletce wielokolorowy misz-masz (czyt. bajzel) ;)
Palet INGLOT FREEDOM SYSTEM nie trzeba nikomu przedstawiać. To autentycznie rewolucja wśród paletek - można z nich tworzyć piramidy :) INGLOT posiada w swojej ofercie kilka rodzajów tych palet od dwójek do dziesiątek z podziałem na kółka i kwadraty. Palety są dość ciężkie ale ich niewątpliwą zaletą jest mleczne wieczko, przez które widać cienie i możliwość stworzenia stabilnej piramidy. Wyjmowanie cieni nie jest skomlikowane mimo, że nie ma wgłbień jak w starej wersji MACowej palety. Wystarczy użyc do tego celu jednego z magnesów znajdujących się w rogu każdej paletki.
Stosunek jakości do ceny tych palet jest moim zdaniem nie do pobicia.
Lubię również stare wersje paletek INGLOT, te z lusterkiem. Przyznam, że to właśnie je zabieram zazwyczaj w podróże.
Ostatnią paletą jaką posiadam w swoim zbiorze jest NO NAME na 28 cieni. Dobre rozwiązanie jeśli chcecie zaoszczędzić miejsce ale u mnie już od jakiegoś czasu leży pusta.
Konkluzja: lubię stare palety zarówno MAC jaki i INGLOT a gdybym miała wybierać między nowymi produktami tych firm to jednak wolę Freedom System.
Jak Wy przechowujecie swoje wkłady cieni?
Czytaj dalej ...
Na pierwszy ogień idą palety MAC PRO PALETTE. Posiadam starą i nową, udoskonaloną wersję. Obie mieszczą w sobie 15 cieni, obie są magnetyczne. Bardzo wyczerpującą recenzje nowej wersji zrobiła Sylwia więc nie będę niepotrzebnie bić piany i tworzyć własnego opisu. Sylwia polubiła nową wersję ja niestety nie. Owszem paleta jest bardziej przyjazna dla użytkownika, ponieważ ma przezroczyste wieczko i widać wszystko jak na dłoni, ma wyjmowany (z trudnością) wkład i wówczas staje się paletą bardziej pojemną i uniwersalną (na róże np.) - niestety jest dużo cięższa od swoje starszej siostry i dwa razy droższa. Dodatkowym problemem jest wyjęcie cienia z okienka. W starej wersji palety MAC miały przy każdym okienku małe wgłębienie pozwalające na wyjęcie cienia bez uszczerbku. W nowej palecie pod każdym okienkiem jest otworek ale aby wyjąć cień trzeba najpierw wydobyć cały wkład, co nie jest proste :( Ten wyjmowany wkład również specjalnie mnie nie fascynuje, ponieważ gdy cienie są upchane jeden obok drugiego bez okienek, zawsze po jakimś czasie mam w paletce wielokolorowy misz-masz (czyt. bajzel) ;)
Palet INGLOT FREEDOM SYSTEM nie trzeba nikomu przedstawiać. To autentycznie rewolucja wśród paletek - można z nich tworzyć piramidy :) INGLOT posiada w swojej ofercie kilka rodzajów tych palet od dwójek do dziesiątek z podziałem na kółka i kwadraty. Palety są dość ciężkie ale ich niewątpliwą zaletą jest mleczne wieczko, przez które widać cienie i możliwość stworzenia stabilnej piramidy. Wyjmowanie cieni nie jest skomlikowane mimo, że nie ma wgłbień jak w starej wersji MACowej palety. Wystarczy użyc do tego celu jednego z magnesów znajdujących się w rogu każdej paletki.
Stosunek jakości do ceny tych palet jest moim zdaniem nie do pobicia.
Lubię również stare wersje paletek INGLOT, te z lusterkiem. Przyznam, że to właśnie je zabieram zazwyczaj w podróże.
Ostatnią paletą jaką posiadam w swoim zbiorze jest NO NAME na 28 cieni. Dobre rozwiązanie jeśli chcecie zaoszczędzić miejsce ale u mnie już od jakiegoś czasu leży pusta.
Konkluzja: lubię stare palety zarówno MAC jaki i INGLOT a gdybym miała wybierać między nowymi produktami tych firm to jednak wolę Freedom System.
Jak Wy przechowujecie swoje wkłady cieni?
****
Głosujcie w ankiecie w pasku bocznym :)