Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guerlain. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Guerlain. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2015

GUERLAIN Terracotta Joli Teint Natural Healthy Glow Powder Duo

Guerlain to obok Chanel i Givenchy moja ulubiona marka. Zawsze wyczekuję nowych kolekcji a wiosenna i letnia kusi mnie zazwyczaj szczególnie m.in. za sprawą corocznych wydań Terracotty. Guerlain tworzy także zazwyczaj przepiękne produkty pod względem designu.

W tym roku marka wypuściła puder Terracotta Joli Teint Natural Healthy Glow Powder Duo.  To coś pomiędzy bronzerem lub brązerem, rozświetlaczem a różem.

Kosmetyk pachnie frezjami, kwiatem pomarańczy i wanilią. Zamknięty jest w plastikowej dwukolorowej puderniczce w odcieniach czekoladowego brązu i szampańskiego złota. Opakowanie nie jest może szczególnie udane ale poręczne, płaskie i dobrze się otwiera. Wewnątrz nie ma jednak żadnego puszku więc kosmetyk przeznaczony jest do nakładania pędzlem.

Dostępne są 4 odcienie, z których wybrałam 02 – Natural Blondes.  Puder składa się z dwóch odcieni. W moim jeden to ciepły jasny beżowo-brzoskwiniowy kolor i drugi różowy.




Puder zawiera delikatne błyszczące mikro drobinki, które są tak zmielone i wymieszane z całą formułą, że na twarzy dają po prostu delikatną poświatę, coś w rodzaju naturalnego rozświetlenia. Pięknie współgrają ze światłem słonecznym. Obejrzałam trzy pozostałe i subiektywnie stwierdzam, że są piękne ;). W tym wydaniu pudrów terracotty Guerlain zaspokoi, moim zdaniem, potrzeby każdego odcienia skóry. Mamy tu bowiem wersję 00 dla jasnych blondynek tzw. chłodnych typów ale i 02 dla blondynek cieplejszych, jak ja :). Wersje 01 i 03 zawierają jaśniejszy i ciemniejszy karalowo-brzoskwiniowy odcień. Oba odcienie po wymieszaniu dają ładny naturalny efekt rozświetlonej delikatnej opalenizny. Żadna z wersji  nie jest zbyt pomarańczowa, co czasem się zdarza w tego typu produktach.


Formuła jest satynowa i ultralekka.
Myślę, że latem, przy opalonej skórze można będzie zastosować ten puder na całą twarz. Na razie używam jako bronzer lub/i rozświetlacz w typowych dla takich kosmetyków miejscach.

Zapolujecie?

Czytaj dalej ...

piątek, 30 stycznia 2015

GUERLAIN Les Tendres, czyli moich wiosennych łupów cz.2

Zaprasza na drugą część moich łupów z wiosennych kolekcji makijażowych. Dzisiaj mowa będzie o czułej, łagodnej i pastelowej kolekcji GUERLAIN - Les Tendres.


Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu marka stawia na delikatność i podkreślenie naturalnego wyglądu tworząc kolekcje bardzo kobiece a wręcz dziewczęce.

Les Tendres składa się z kilku produktów, wśród których znajdziemy dwa nowe. Mowa o meteorytowym różu Perles de Blush i Baby Glow, który określiłabym jako hybrydę podkładu, kremu BB i rozświetlacza w płynie :) 


Guerlain o swoim produkcie pisze, że "po raz pierwszy światło stało się płynne" i coś w tym stwierdzeniu jest. Produkt daje subtelne, lekkie krycie, na twarzy jest jedwabisty i ledwie wyczuwalny. Ma usuwać oznaki zmęczenia i wydobyć naturalne piękno skóry dodając dziecięcego uroku.
Konsystencja jest lekka a efekt na twarzy to faktycznie optyczne rozświetlenie, wygładzenie i ujednolicenie kolorytu. Mam wrażenie, że to połączenie fluidu z meteorytami nie ogranicza się tylko do obezwładniającego i tak świetnie znanego zapachu kulek ale chodzi tu także o przełożeniu efektu jaki one dają na płynną postać. Moim zdaniem produkt bardzo udany.

Baby Glow 2 - clair
Poużywam i zdam relację, czy ma także działanie nawilżające jakie obiecuje Guerlain :)

Drugim produktem, który od samego początku wzbudzał duże emocje w kosmetycznym świecie jest róż meteorytowy Perles de Blush. Emocje wzbudzał oczywiście jego kolor, ponieważ faktycznie na zdjęciach kulki wyglądały na zaje... tj. bardzo różowe.


Opakowanie nie powala. To po prostu tekturowe pudełeczko z wytłoczonymi słodkimi amorkami. Ładne ale nieco...kiczowate umówmy się ;)

Kulki natomiast faktycznie w perfumeryjnym oświetleniu wyglądają dramatycznie ale już w świetle naturalnym bardzo zyskują.


Jeśli chodzi o ich kompozycję to znajdziemy tu 3 kolory: fuksję, która ma ożywiać i wydobyć naturalny kolor policzków, opalizujący szampan, który rozświetla kości policzkowe i jasny róż, który rozbudza cerę, cokolwiek to znaczy ;)


Na twarzy efekt jest delikatny, fuksjowe kulki znikają ustępując miejsca subtelnemu rozświetleniu. Nawet widoczny na zdjęciu powyżej opalizujący pył nie jest tak intensywny na policzku.

 
Zapach - wiadomo ;)
Czuję, że ten róż stanie się na długo moim ulubieńcem.




Czytaj dalej ...

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Douglasowo-sephorowe łupy cz.2

Trochę to trwało ale wreszcie jest - druga część moich zdobyczy z promocji w Douglasie i Sephorze. Kto ciekaw ręka w górę :)


Jak widać zakupy głównie kolorówkowe. 

W Douglasie, prócz opisywanych kilka postów wcześniej, szminek i lakieru Toma Forda do koszyka trafiły: lakier Bordeaux Bobbi Brown z limitowanej kolekcji Scotch on the Rocks, cień Eyes To Kill Intense Giorgio Armani w odcieniu Lust Red i błyszczyk Estée Lauder Pure Color High Intensity Lip Lacquer w kolorze Vinyl Rose.
W Sephorze upolowałam Sérum Correcteur Tâches z linii Abeille Royale.

Lakier Bobbi Brown jest w pięknym kolorze burgundu - Bordeaux, ma kremowe wykończenia i jest mi bardzo smutno, że zupełnie nie zauważyłam całej kolekcji Scotch on the Rock, ponieważ były w niej dwa cudowne rozświetlacze, po których w Douglasie pozostało tylko wspomnienie. 
Zdecydowanie następnym razem, czyli już wiosną (!) będę czujniejsza jeśli chodzi o limitki BB ;)


Słoiczkowych cieni ETK Armaniego nie trzeba nikomu przedstawiać. Cena nie jest zachęcająca ale przy -30% w Douglasie nie było opcji, żebym przepuściła tę okazję. W moje niewprawne makijażowo dłonie wpadł cudny Lust Red, a ponieważ cienie ETK malują same ;) nawet mnie się udaje jako tako go nałożyć. No moich powiekach odgrywa zazwyczaj one man show i jest ♥


Kolorówka i pielęgnacja Estée Lauder rzadko u mnie gości ale chyba się to zmieni, jeśli chodzi o makijaż bo przy okazji promocji w Douglasie "macałam" sporo cieni, szminek i róży i są pociągające. ;) Na pierwszy ogień testów poszedł Pure Color High Intensity Lip Lacquer w kolorze Vinyl Rose. Kolor idealny, klasyczny, kremowe wykończenie wyjątkowe jak na błyszczyk. Jestem na tak :D


O Sérum Correcteur Tâches z linii Abeille Royale opowiem za jakiś czas oczywiście. Produkt kupiłam jako kolejny oręż w nieustającej walce z przebarwieniami.



I to by było na tyle albo aż tyle.

Znacie, którąś z moich zdobyczy? 


 
Czytaj dalej ...

sobota, 15 listopada 2014

Leniwie weekendowo, czyli trend czy wbrew trendowi

Mam bardzo dużo kolorówki, za dużo :/ I tak w sumie używam wciąż tego samego, bo rano maluję się w biegu. Wiadomo, matka dzieciom i do tego pracująca :)

Do poniższego wpisu zainspirowało mnie wczorajsze spotkanie z, w sumie już legendą wizażu w Polsce, Sergiuszem Osmańskim. Pod koniec naszej rozmowy stwierdził, że Polki nie boją się wyłamać trendom, nie podążają za nimi ślepo, jeśli nie czują się dobrze w ustach w kolorze oranżu (trend tegoroczny) nie będą na siłę go nosić. Indywidualność i świadome wybory charakteryzują dzisiejsze kobiety i dziewczyny.

Zapraszam Was więc dzisiaj na leniwy post o moich "skatowanych" już nieco makijażowych ulubieńcach kompletnie na przekór trendom a może raczej w zgodzie z trendem ponadczasowym ;) Taka moja mała czarna makijażu.
Po niektóre z przedstawionych produktów sięgam od lat i są to moje kolejne egzemplarze, inne są ze mną od dłuższego czasu i pewnie też popędzę po nie, gdy się skończą.


Nie ma na zdjęciu podkładu, ale o moim ostatnim ulubieńcu pisałam niedawno TU, więc nie będę dublować wpisu.

Ulubiony korektor/rozświetlacz pod oczy 

Nie przepadam za mocnymi korektorami pod oczy, mimo że pewnie moje zmarszczki wymagają już ukrycia. Nie zamierzam :) Lubię je, świadczą o moim pięknym wieku :D
To co mi przeszkadza i co staram się pod oczami zatuszować, to lekkie zasinienia oraz czasami obrzęki. Idealnie w tej roli sprawdza się BB eye cream z linii Hydra Life Diora. Opisywałam go już TU. Podkreślę tylko, że z wiekiem większy nacisk kładę na aspekty pielęgnacyjne kolorówki stąd ten wybór.
Drugim moim ulubieńcem jest Precious Light Rejouvenating Illuminator Guerlain opisany i wychwalany TU :) Głównie cenię w nim delikatne rozświetlenie zasinień bez mocnego krycia. Pięknie odbija światło i jest bardzo ekonomiczny. Mam go od marca tego roku, czyli 9 miesięcy. Pojemność to 1,5 ml ! Końca nie widać :)
 
Ulubiona mascara

Jest nią od dłuższego czasu Dior Show Iconic Overcurl. Od momentu jej pojawienia się na rynku zbierała pochlebne recenzje. 
Do mascar z serii Dior Show mam ogromny sentyment. Moje pierwsze wysokopółkowe pochodziły z tej linii. Przez wiele lat byłam wierna DiorShow Backstage w czerni i w brązie. 
Od tuszu wymagam przede wszystkim wydłużenia, pogrubienia i intensywnej, głębokiej czerni, ponieważ czasami, z braku czasu (patrz wstęp) jest to jedyny element mojego makijażu. Moje rzęsy są dość marne. Może nie krótkie i rzadkie ale cienkie i jasne na końcach.

Dior Show Iconic Overcurl ma ciekawy kształt szczoteczki, nieco podobny do innego mojego ulubieńca - słynnego Pythona Heleny Rubinstein. Kształt szczoteczki ma dla mnie duże znaczenie, ponieważ moje rzęsy są proste i mimo stosowania zalotki nie bardzo się poddają podkręcaniu. Kształt szczoteczki inspirowany zalotką pozwala na podkręcenie przy jednoczesnym utrwaleniu tuszem.
Wrócę pewnie po kolejne opakowanie.

Ulubiony produkt do brwi

Od kiedy całkiem niedawno dzięki marce BENEFIT i niesamowitej pani Ani z Brow Baru w CH Arkadia w Warszawie dowiedziałam się, ze MAM brwi nie ustaję w zabiegach by pięknie wyglądały. Pani Ania nakłada mi hennę więc jeśli chodzi o kolor jestem usatysfakcjonowana na jakieś dwa tygodnie i wówczas wystarczy mi Speed Brow, czyli żel w uniwersalnym kolorze. Moim ulubieńcem do optycznego zagęszczenia, nadania koloru, zdyscyplinowania brwi jest natomiast Gimme Brow. Odkąd mam brwi ;) nie rozstaję się z tymi dwoma produktami.

Ulubiony róż

Lubię satynowe róże ale takie, którym blisko do matu, ponieważ na buzi, przy mojej suchej skórze mam zazwyczaj dość bagaty krem nawilżający, rozświetlający podkład więc dodatkowe rozświetlenie nie jest mi już szczególnie potrzebne.
Bardzo lubię róże MAC.
Mój ukochany nazywa się Launch Away i pochodzi niestety z limitowanej kolekcji Hey Sailor. Gdy się skończy będzie ból ;) Nigdy go nie opisywałam, co mnie zdziwiło. Teraz nie ma to już większego sensu, bo i tak jest niedostępny. Napiszę więc krótko, że jest to kolor miedzy różowym płakiem róży a dojrzewająca brzoskwinią. Daje śliczny, delikatny, dziecięcy efekt na twarzy. Któż z nas nie zazdrości dzieciom zdrowego rumieńca?

Ulubiona baza pod cienie

Tak stosuję od zawsze, ponieważ o ile moja skóra jest sucha moje powieki są tłustawe i bez bazy cienie albo się rolują albo nieestetycznie rozmazują. 
Moim ideałem jest Paint pot MAC Painterly. Też już o nim pisałam, zresztą nie tylko ja. Oprócz przedłużenia trwałości cieni i podbicia koloru daje ładne krycie z naturalnym efektem. Czasami przykrywam nim drobne żyłki na powiekach, nakładam eyeliner, tusz i voilà :)

Ulubiony eyeliner

Robię średnio-wprawne kreski ale dzięki magicznemu i osławionemu żelowemu eyeleinerowi Bobbi Brown ta sztuka udaję się nawet mnie.
Co prawda zawsze dziwiło mnie, dlaczego określany jest jako "żelowy". Według mnie nie ma w sobie za wiele z takiej konsystencji. Nie zmienia to faktu, ze jest skuteczny, łatwy w obsłudze i bardzo trwały.

Ulubione cienie

Nie dziwi nic ;) Są to MACzki ale nie z limitowanych kolekcji a najzwyklejsze i najbardziej chyba popularne wkłady do paletek. Moim zdaniem to najbardziej dopracowane z dostępnych na rynku cieni. Mamy tu mnogość kolorów, struktur, wykończeń więc każdy znajdzie coś dla siebie. Moi ulubieńcy w codziennym makijażu, który do pracy nie może być szalony składa się ze starych dobry, sprawdzonych i bezpiecznych brązów, które na szczęście nie są tak strasznie nudne przy mojej jasnej zielono-niebieskiej tęczówce (chwalę się, bo to akurat jest dość udany element mojej fizjonomii). Moi ulubieńcy to : Mulch (velvet) to ciemny brąz z czerwonym podtonem, Patina (frost - ten z dziurą) to szarawy jasny brąz z delikatną złotą idealnie miałką drobinką (nie znam podobnego odcienia), Vex (frost) to nieco niedoceniony kolor a jakże piękny, prawie duochromalny - ma w sobie zieleń, srebrzystą  szarość i ... róż. Fantastycznie wygląda jako rozświetlenie wewnętrznego kącika albo sam na ruchomej powiece. Idealny nudziak to Orb. Sprawdza się pod łuk brwiowy.

Ulubiona szminka

Tu się nie popiszę ;) Mam ich sporo i używam zamiennie różnych marek. Ostatnio jednak mam słabość do szminek Chanel w różnych wykończeniach, o różnych fakturach. 
Może kiedyś napiszę jakiś osobny post poświęcony tylko im? Kto wie :)

Życząc Wam miłego weekendu pozostawiam Was z pytaniem o Waszych sprawdzonych przyjaciół w makijażu :)





Czytaj dalej ...

wtorek, 29 lipca 2014

Guerlain Météorites Aquarella i o kulkach słów kilka :)

Od czego tu zacząć? Hmm... Dzisiaj chciałam spróbować opisać produkt tyle magiczny i wzbudzający westchnienia zachwytu co trudny, bo zachwyty są przez wiele osób kompletnie niezrozumiałe.

Chodzi oczywiście o słynne Meteoryty Guerlain a konkretnie o ich letnią limitowaną wersję zwaną Aquarella.


Od razu na wstępie napiszę, że należę do tej zachwycającej się grupy.

Meteoryty powstały w 1987 roku. Tworząc je dom Guerlain nie stworzył tylko i wyłącznie specyficznego sypkiego pudru w postaci drobnych, pastelowych, pełnych blasku kuleczek ale wypromował nowy rodzaj wykończenia makijażu. Meteoryty dają nie tylko efekt matujący ale korygują drobne niedoskonałości skóry podkreślając jednocześnie jej zalety. Dzięki różowym kuleczkom uzyskamy tam gdzie trzeba efekt tzw. "bonne mine", zielone złagodzą widoczność zaczerwienień, fiołkowe złapią światło, białe rozświetlą, złote i perłowe nadadzą zdrowy blask. Tylko w formie kuleczek przy pomocy pędzla uda się uzyskać wszystkie te efekty na raz.

Meteoryty, niezależnie od wersji, dają tzw. woal, idealnie przejrzysty glow, efekt wypoczętej, jasnej skóry, który jest na tyle nieuchwytny, że wzbudzają w niektórych powątpiewające i pobłażliwe uśmieszki.

Jeśli po ich aplikacji oczekujecie widocznego w lusterku efektu, to faktycznie nie ma sensu kupować. Nikt też zapewne nie przystanie przed Wami na ulicy z otwartą z zachwytu buzią ;) Ten woal daje według mnie naturalne udoskonalenie i uwypuklenie tego co w każdej skórze warto podkreślić i naturalne ukrycie tego, co nie jest jej atutem.
Efektu Meteorytów nie da się pokazać na zdjęciu, a już na pewno nie amatorskim ale on istnieje. Nie będzie go oczywiście tak wyraźnie widać na grubej warstwie Estee Lauder DW ;)

Meteoryty to nie tylko puder ale też zapach, o którym chyba nie muszę pisać. Ja uwielbiam. Nie wietrzeje nawet po kilkudziesięciu latach. Puder mojej mamy w postaci szczątkowej nadal pachnie. Myślę, że ma dwadzieścia kilka lat - pisałam o nim i pokazywałam go już kiedyś :)


Aquarella wpisuje się w tę przedstawioną powyżej koncepcję z tym, że niedowiarki będą bardziej usatysfakcjonowane bo dzięki srebrnym kuleczkom, które się w niej znajdują efekt glow jest bardziej widoczny. To świetna propozycja na lato, by podkreślić naturalne piękno każdej cery.

Należycie do zwolenników Meteorytów czy nie wierzycie w ich efekt?




Czytaj dalej ...

wtorek, 8 kwietnia 2014

Guerlain Precious Light Rejuvenating Illuminator


Precious Light Rejuvenating Illuminator Guerlain
to jeden z lepszych korektorów rozświetlających jakie przyszło mi używać.
Ma za zadanie ukryć zmęczenie, pokryć podkrążenia, zasinienia, rozjaśnić okolice oka.


Konsystencja produktu jest kremowa a efekt aksamitny, miękki, niewidoczny ale skuteczny.
Niewidoczny bo na tyle lekki, naturalny, że autentycznie nie widać go na skórze natomiast działa jak powinien zgodnie z zapewnieniem Guerlain.

Nie mam może jakiś szczególnie podkrążonych oczu ale skóra jest często zasiniona zwłaszcza w wewnętrznych kącikach, co po zrobieniu pełnego makijażu  rzuca się mocno w oczy. To z czym natomiast się zmagam to worki pod pod oczami. Wynikają po trosze z niewyspania (mamie lekko nie jest) a po trosze z wieku – delikatna skóra wokół oczu najszybciej traci swoją sprężystość i napięcie, gdy zaczyna siadać cały jej kontur. Jak z tym problemem radzi sobie Precious Light? To rozświetlacz nie dający efektu połysku. On rozjaśnia worki w taki sposób, że rozprasza pięknie światło - są dużo mniej widoczne. 


Produkt jest uniwersalny i mimo, że zazwyczaj używam kosmetyków zgodnie z ich przeznaczeniem, sądzę, że może być stosowany do rozświetlenia innych partii – okolic nosa, kości policzkowych, łuku brwiowego. Guerlain słynie z takich niewiarydgodnych produktów, które rozświetlają matując jednocześnie jak słynne Meteoryty i rozjaśniają bez efektu błyszczenia jak Precious Light Illuminator właśnie.


Jeśli chodzi o pokrycie zmarszczek to kosmetyk również tu wykorzystuje swoje rozświetlające działanie. Dzięki ultra lekkiej konsystencji nie zbiera się nawet w widocznych liniach a rozświetla je tak, że są mało widoczne.

W połączeniu z odpowiednim makijażem Precious Light ładnie otwiera oko.

odcień 01
Występuje w 3 odcieniach i ma poj.1,5ml ale wierzcie mi jest to produkt niesamowicie wydajny.

 ***
Mam piękny nowy szablon dzięki Kasi :*


Czytaj dalej ...

środa, 2 kwietnia 2014

Guerlain Joli Teint

Piękna cera. Która z nas nie marzy aby zachować resztki opalenizny po lecie bądź nadać skórze letni, lekko opalony wygląd zanim słońce ją upiększy? Chyba każda :)

Od kilku już sezonów, zanim słoneczko zacznie nas ogrzewać na dobre, Guerlain wypuszcza na rynek kilka produktów z serii Terracotta. Zazwyczaj wszyscy z zapartym tchem czekają na słynne terry, czy też bronzery. W tej serii jednak są produkty mniej spektakularne a niemniej ciekawe. Mówię o podkładach. W tym roku w serii Terracotta ukazał się podkład o nazwie Joli Teint, czyli Piękna Cera. Czy faktycznie uzyskamy taki efekt po jego użyciu? 

Czytaj dalej ...

czwartek, 18 lipca 2013

Guerlain Météorites Compact UV Shield



Meteoryty Guerlain to kosmetyk już kultowy. Nie dziwi więc, że marka korzysta z niego jak może tworząc rozmaite wariacje na temat. Jedną z nich chcę Wam zaprezentować dzisiaj.

Météorites Compact UV Shield Pressed Powder SPF35 00 Blanc de Perle to produkt nieco inny niż znane nam z europejskich perfumerii Meteoryty. Jest doskonałym sprzymierzeńcem dla optymalnej ochrony przed promieniowaniem słonecznym co w kosmetyku tego typu  jest rzadko spotykane. Jego unikalna formuła zawiera także Urban Protect Complex, który pomaga chronić skórę przed zanieczyszczeniami i stresem miejskim sprzyjającymi powstawaniu przebarwień i efektowi ziemistej cerę. Wzbogacony jest pudrami absorbującymi wilgoć, matującymi ale nie wysuszającymi, dającymi efekt alabastrowej, prawie przezroczystej skóry – jak u gejszy. Puder matuje i rozświetla jednocześnie. 
 

Został pomyślany na rynek azjatycki więc musiał spełniać wymagania tamtejszych klientek. Skóra Azjatek żyjących w wielkich miastach jest narażona na niekorzystne działanie metropolii ale czy tylko ich? Jasnoskóre mieszkanki wielkich miast na innych kontynentach również stykają się z zanieczyszczeniem powietrza, z niekorzystnymi dla skóry warunkami pracy. Météorites Compact UV Shield daje jasnej karnacji nieskazitelny wręcz wygląd, rozświetla zmęczoną twarz, nadaje jej gładkości, świeżości, matuje gdy wydziela ona namiar sebum. 


Nie sądzę by był to produkt odpowiedni dla ciemnej karnacji ale kto wie – może sprawdziłby się jako matowy rozświetlacz jakkolwiek paradoksalnie brzmi ten oksymoron ;).

Ogromnym atutem jest zapach kosmetyku. Wiadomo – Meteoryty, ale w tym produkcie ich zapach ma  prawie intensywność perfum. Przepiękne opakowanie – puzderko znajduje się w popielatym welurowym etui więc również estetyczne wymagania użytkownika zostają zaspokojone w 100%.


Produkt niestety nie jest do zdobycia w Polsce a i za granicą jest w tej chwili trudno dostępny ale jeśli jesteście guerlainowym freakiem to koniecznie zapolujcie.


Znacie jakieś kolorowe kosmetyki prasowane zawierające wysoki faktor słoneczny?




Czytaj dalej ...

czwartek, 20 czerwca 2013

Guerlain 3 bazy pod podkład



Dzisiaj rzecz o bazach pod makijaż marki Guerlain.


Wszystkie 3 produkty zamknięte są w pięknych, szklanych opakowaniach. Widać przez nie kolorowe kuleczki, takie mini-meteorytki i złote płatki. Wszystkie trzy mają delikatną, żelową konsystencje, przy czym L’Or jest bardziej płynna. Można je z powodzeniem stosować nawet latem, ponieważ ich lekka formuła nie obciąża skóry twarzy, nie daje wrażenia maski.

Meteorites Perles Base Anti-Terne Light-Diffusing Perfecting Primer to baza znajdująca się w stałej ofercie marki.

Według producenta baza ma „rozświetlać, rozpraszać promienie słoneczne i korygować . Perły zawieszone w chłodnym, czystym żelu nadają cerze naturalny, zdrowy wygląd. Chłonne pudry zawarte w perłach pochłaniają nadmiar sebum, zaś silikonowe polimery maskują niedoskonałości i ujednolicają”.

Bazę stosuje od 2 lat. Daje bardzo delikatne rozświetlenie, efekt na buzi jest aksamitny, dobrze przedłuża trwałość podkładów niezależnie od firmy. Nadaje się do cer suchych i mieszanych, chociaż wydaje mi się, że ze  względu na efekt bardzo delikatnego rozświetlenia sprawdziłaby się także na cerze tłustej, ponieważ jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi baza również matuje.

Kosmetyk nie wysusza, nie ściąga, nie zapycha mnie, ma piękny, silny zapach tak dobrze znany miłośnikom Meteorytów.

Konsystencja bazy jest dość zwarta, dobrze się rozprowadza, jak serum, dobrze przywiera do twarzy a podkład dobrze „przykleja się” do niej.

Météorites Perles Base Eclat Les Ors pochodzi z aktualnej letniej limitowanej kolekcji Les Ors. 

Baza zawiera 3 złoto-brązowe odcienie perełek. Najciemniejsze mają podkreślić naturalny odcień opalonej cery, złoto-różowe i jasno-złote dodają blasku a najjaśniejsze rozświetlają.  Tak, jak jej siostra w wersji standardowej ma żelową, dość zwartą  konsystencję, dobrze się rozprowadza i daje matowy efekt z jednoczesnym rozświetleniem.

Bazę testuję kilka dni więc trudno o rzetelną recenzję ale pierwsze wrażenia nieco mnie rozczarowały do produktu. Jestem wielką miłośniczką marki a szczególnie Meteorytów i przyznam, że spodziewałam się wyjątkowego, limitowanego kosmetyku.

Efekt jaki daje baza jest trudno porównywalny z L’Or czy Light, ponieważ produkt nie daje tak ładnego rozświetlenia jak one a raczej brokatowe wykończenie, które co prawda po nałożeniu podkładu znika ale wówczas znika też i blask.

Nie napiszę na razie nic więcej, ponieważ w skrytości ducha liczę, że gdy moja buzia nabierze letniej opalenizny baza spełni dane obietnice i będzie jedno wielkie WOW ;)

L’Or Radiance Concentrate With Pure Gold Make - Up Base
Według producenta „L’Or to pierwsza baza z pigmentami z 24-karatowego złota. Cząsteczki złota rozjaśniają i ożywiają, wygładzają zmarszczki i przywracają skórze jej młodzieńczy blask.”

Opisywałam ją TU ale przypomnę w skrócie najważniejsze jej zalety według mnie.

To zupełnie inny produkt niż dwa przedstawione wyżej, ponieważ oprócz zalet czysto makijażowych (przedłużenie trwałości podkładu, piękne rozświetlenie dzięki wiórkom złota, które wtapiają się w skórę, wygładzenie buzi) ma autentyczne właściwości pielęgnacyjne – świetnie nawilża. To zdecydowanie moja ulubiona baza pod makijaż.

Ma lekko wodnistą konsystencję dzięki czemu jest bardzo wydajna. Jedna pompka wielkości zielonego groszku wystarczy na równomierne rozprowadzenie po całej twarzy. 

Zgadnij która jest która? ;)

Stosujecie bazy pod makijaż?

Czytaj dalej ...

środa, 22 maja 2013

Oddam w dobre ręce :)

Wzięłam się za spóźnione porządki w mojej kosmetyczce i oto efekt - mam do oddania w dobre ręce to oto :

GUERLAIN
Terracota Light 02
Brunette

przydatny do "spożycia" jeszcze przez 18 miesięcy


Jeśli ktoś z Was ma ochotę na powyższy, kilka razy użyty przy pomocy czystego pędzla, kosmetyk to zgłoście się pod tym postem. 

Jedyny warunek - trzeba być obserwatorem mojego bloga i/lub polubić mój blog na FB  (KLIK) oraz poinformować o tym fakcie w komentarzu :)

Na zgłoszenia pod postem czekam do końca tygodnia.

Fajny bronzerek na lato :)

Na FB mam jeszcze sympatyczny róż do oddania w troskliwe łapki ;)

LATO PRZYBYWAJ :)



Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast