niedziela, 28 grudnia 2014

Shiseido Future Solution LX Total Radiance Foundation

Jakiś czas temu opisałam pierwszy z trzech moich ulubionych ostatnio podkładów - Sisley Phyto Teint Eclat . Wszystkie trzy nabyłam drogą kupna po kilku podejściach i testach na podstawie próbek. Jeśli kiełkuje w Was pytanie, dlaczego używam kilku podkładów to spieszę z odpowiedzią. Każdy z nich inaczej zachowuje się na skórze, daje inny efekt i sprawdza się w innych okolicznościach przyrody. Poza tym, co to za pytanie? Ostatecznie jestĘ blogerĄ kosmetycznOM, czy nie? ;)

Zapraszam Was na kolejną prezentację i od razu na wstępie uprzedzę, że bohater dzisiejszego wpisu jest ulubieńcem kontrowersyjnym :).


Shiseido Future Solution LX Total Radiance Foundation, bo o nim mowa, to podkład w słoiczku, gęstawy ale nie typowo kremowy. Forma podania nie należy do najbardziej higienicznych ale przy takiej konsystencji nie ma innego sposobu. Posiadam jaśniejszy z dwóch dostępnych kolorów - I20 Natural Light Ivory.


Shiseido Future Solution LX Total Radiance Foundation to pielęgnacyjny podkład o działaniu przeciw starzeniowym. Zawiera bowiem wyjątkowe składniki pielęgnacyjne stosowane dotąd w linii pielęgnacyjnej Premium. Dzięki nim ma utrzymywać komórki skóry w idealnej kondycji. Zastosowana tu technologia  oparta na specjalnych cząsteczkach pudrowych  (Aura Radiance Powder  i Time Match Powder)  ma skorygować widoczne oznaki starzenia się skóry, zmniejszać  widoczność zmarszczek,  rozszerzonych porów, ujednolicić tonację oraz pozwolić na utrzymanie efektu nieskazitelnej i pięknie rozświetlonej skóry niezależnie od jej zmieniającej się kondycji w ciągu dnia. I tu dochodzimy do sedna, czyli odpowiedzi na pytanie dla jakiej cery jest to podkład, jeśli chodzi o efekt na skórze.


Aby odpowiedzieć na to pytanie przytoczę słowa Shiseido:
„Time Match Powder  to tzw. inteligentna cząsteczka pudrowa, która przystosowuje się do zmian zachodzących na skórze w ciągu dnia. Dopasowuje ona efekt rozświetlenia skóry w zależności od poziomu sebum na jej powierzchni. Gruczoły łojowe znajdujące się w skórze pracują cały dzień jednak ich aktywność zmienia się w zależności od pory dnia.  Sebum uwalniane jest stopniowo, a jego poziom jest najwyższy ok. południa, po czym  sukcesywnie maleje.  Dlatego często podkłady rozświetlające o dobrych właściwościach pielęgnacyjnych zapewniają piękny efekt wykończenia w momencie aplikacji (rano) jednak wraz z upływem czasu w ciągu dnia  blakną, „warzą się”, a skóra nadmiernie się błyszczy.
Kiedy ilość sebum na powierzchni skóry jest relatywnie mała, światło ‘nie widzi’ cząsteczekponieważ są one transparentne, skóra wygląda zdrowo i jest naturalnie rozświetlona. W chwili kiedy ilość sebum na skórze wzrasta cząsteczki zmieniają kolor na mleczno biały.  Światło ‘rozpoznaje’ cząsteczkę, ulega silnemu rozproszeniu przez co zwiększa się jego natężenie.”
Moja skóra jest sucha więc naturalny, „normalny” proces uwalniania sebum jest zaburzony. Mój organizm produkuje go za mało. Przy takiej skórze pielęgnacja odgrywa rolę kluczową, dlatego od dłuższego czasu także wśród podkładów szukam takich o działaniu nie tylko „koloryzującym” i dającym najogólniej rzecz biorąc ładny efekt ale mających funkcje pielęgnacyjne.
Podkład Shiseido nie zapewnia mojej skórze tego ładnego efektu w 100%, może nawet nie w 90% ale… . No właśnie. ALE moja skóra dobrze się w nim czuje ze względu na jego  właściwości pielęgnacyjne. Nie podkreśla suchych miejsc, nie wchodzi w zmarszczki, przyjemnie otula twarz.
Jeśli chodzi o wspomniany ładny efekt to trzeba go w moim wypadku dopracować.
W przytoczonym powyżej tekście prasowym Shiseido ważne jest zdanie „Kiedy ilość sebum na powierzchni skóry jest relatywnie mała, światło „nie widzi” cząsteczek  ponieważ są one transparentne, skóra wygląda zdrowo i jest naturalnie rozświetlona”. 
 
Goła skóra i "ubrana" w podkład Shiseido (zdjęcia w świetle naturalnym)

Podkład Shiseido u mnie, po nałożeniu, daje efekt matu co, jak wiadomo, nie wygląda zbyt dobrze na suchej skórze. Nie jest to jednak mat płaski a … szantungowy, jeśli „mówi to Panu coś” ;). Co to oznacza? Szantung to rodzaj jedwabiu, ma nierównomiernie rozłożoną przędzę dzięki czemu fenomenalnie układa się na nim światło. Future Solution LX Foundation w taki właśnie sposób zachowuje się na mojej skórze – jak surowa ale drogocenna przędza  :). Zmarszczki są autentycznie mniej widoczne. Ponieważ jednak jest to nadal mat muszę dopracować twarz tzn. popracować nad nałożeniem różu i brązera bardziej niż przy innych podkładach.

Jedna część twarzy w podkładzie, bez różu i brązera

Podkład Future Solution LX jest podkładem kryjącym, jeśli nakładamy go palcami i tak w sumie powinno się go aplikować. Na skórze mieszanej będzie zapewne wyglądał rewelacyjnie. Ja robię to pędzlem tzw. skunksem, delikatnie jakby omiatając twarz produktem. Taka aplikacja daje krycie ale niezbyt mocne o co przy tym podkładzie nietrudno. Krycie jest mi coraz bardziej potrzebne ze względu na naczynka, które zimą są bardziej aktywne.

Podkład Shiseido jest długotrwały i mimo, że należę do osób, które dotykają często twarzy w ciągu dnia on trwa aż do wieczornego demakijażu.

Reasumując, Shiseido Future Solution LX Foundation nie jest produktem łatwym do oceny na skórze suchej. Wierzę jednak, że na dłuższą metę jego pielęgnacyjne właściwości przysłużą się jej kondycji i działanie będzie zbliżone do pielęgnacji.

Ulubieniec kontrowersyjny ale jednak ulubieniec. Na suchej skórze nie będzie to total radiance ale radiance na pewno jest do uchwycenia ;)

Niedługo napiszę o najlepszym z całej trójki :)




Czytaj dalej ...

piątek, 26 grudnia 2014

Essie Luxeffects Rock At The Top i Jazzy Jubilant

Hej, hej, jest tu kto? :) Odejdźcie od stołu na małą chwilę i odpocznijcie od jedzenia przy luźnym poście o lakierach Essie.

Tej zimy w gamie Professional Essie proponuje nam kolejne lakiery Luxeffects w tym dwa nowe Summit Of Style, który możecie obejrzeć m.in. u Patrycji Subiektywnej oraz Rock At The Top, który posiadam. 


Rock At The Top to złoty glittero-flejkowy top. Złoto jest jasne, 18-karatowe ;) a drobinki różnej wilkości. W porównaniu z innym lakierem Luxeffects z ubiegłorocznej kolekcji, Jazzy Jubilant, te drobinki są jednak mniejsze i mam wrażenie, że lepiej oblepiają płytkę paznokcia.

Połączyłam go z moim ostatnim essiakowym ulubieńcem Tuck In My Tux.


Jazzy Jubilant to mieszanka srebrnych, turkusowych, czerwonych i zielonych drobinek różnej wielkości. Jest to piękny top, chociaż w moim odczuciu te największe drobinki nieco "odstają" od powierzchni płytki ale nie wykruszają się na szczęście.

Topy Essie na lakierach Chanel

Co sądzicie? Lubicie takie błyskotki?
Ten, kto odpowie może wracać do stołu :D




Czytaj dalej ...

wtorek, 23 grudnia 2014

Życzenia



Opłatek

"Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie."
 

Cyprian Kamil Norwid


Życzę Wam ciepłych i rodzinnych Świąt
  
                                                                                                                        Justyna


Czytaj dalej ...

piątek, 19 grudnia 2014

DIY - anioł na butelce :)

Dzisiaj zapraszam Was na kolejne na blogu, tym razem przedświąteczne DIY :)

ANIOŁ NA BUTELCE :)


Do wykonania anioła potrzebować będziemy poniższych materiałów oraz 0 zdolności ;)

 1. materiał biały lub ecru, niezbyt lejący, najlepiej z połyskiem
2. kulkę styropianową
3. kawałek firanki lub lepiej - elastyczną białą skarpetkę
4. patyk szaszłykowy
5. butelkę po winie lub soku (tu po Herbapolu)
6. kawałek muślinu, organzy lub czegoś podobnego
7. ozdobne tasiemki
8. sznurek satynowy tzw. gorsetowy (lub inny dość sztywny)
9. wycięte z białej grubej tektury skrzydła
 10. inne ozdóbki np. wstążeczki

Do dzieła! :)

Z zakupionego materiału wycinamy dość spore koło, o nieco większej średnicy niż wysokość naszej butelki. Jeśli jest taka potrzeba, czyt. materiał siepie się niemiłosiernie trzeba go obrzucić np. na maszynie. Następnie składamy go na czworo i wycinamy małą dziurkę.

Teraz przystępujemy do wykonania aniel(ski)ej głowy, czyli okręcamy kulkę styropianową firanką lub skarpetką, związujemy na dole recepturką po czym osadzamy na patyku szaszłykowym.


W kolejnym kroku przewlekamy głowę przez dziurkę w materiale i osadzamy tak powstałą postać anielską na butelce.

Teraz najtrudniejszy etap przed nami, czyli przymocowanie peleryny. Najtrudniejszy, jeśli jak ja wybierzecie na pelerynkę organzę lub inny żywy materiał. Kiedy już po 30 minutach uda się Wam ładnie upiąć pelerynkę na sukni, za pomocą ozdobnej tasiemki przywiązujemy ją do szyi anioła. Następnie ze sznurka gorsetowego tworzymy aureolę i szpileczką przypinamy ją z tyłu do styropianowej kulki.


Jeśli mało Wam ozdóbek zawsze możecie dodać np. wstążeczkę pod anielską szyjką.
Na końcu przyczepiamy klejem na gorąco lub kolejną szpileczką skrzydła i nasz anioł gotowy :D


Do zgadania kochani, bo próbny sernik siedzi w piekarniku a ja wyznaję zasadę, że pańskie oko sernik tuczy i siedzę bliziutko :*
 
 


Czytaj dalej ...

wtorek, 16 grudnia 2014

Pielęgnacyjne nowości SISLEY na 2015 w pięknych "okolicznościach przyrody" :)

Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w prezentacji nowych kosmetyków pielęgnacyjnych SISLEY, które ukażą się na początku przyszłego roku.

SISLEY to marka, którą bardzo lubię. Właściwie żaden z dotychczas używanych produktów mnie nie zawiódł a ostatnio jeden z kremów marki wręcz ratuje pewną partię mojej skóry.

Nie tylko dlatego jednak cenię SISLEY. Jak zapewne część z Was wie firma ma polskie korzenie. Jej założyciel Hubert d'Ornano jest potomkiem Marii Walewskiej a jego żona Isabelle urodziła się w Warszawie jako hrabianka Potocka w należącym do rodziny pałacu przy Krakowskim Przedmieściu, który jest dziś siedzibą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Isabelle d'Ornano mówi biegle po polsku i jest nazywana nieformalnym ambasadorem Polski za granicą. Wspiera artystów i naukowców, funduje stypendia dla zdolnej młodzieży, pomaga szpitalom.
Takie działania są dużo ważniejsze niż kosmetyki.

Spotkanie promujące nowe produkty pielęgnacyjne odbyło się w Warszawie, w pięknej i klimatycznej restauracji Amber Room w pałacu Sobańskich przy Al. Ujazdowskich. 

Na początku miałam możliwość ponapawać się zapachem Soir de Lune i podziwiać flakony limitowanych wydań Eau du Soir. Każdy z nich jest wyjątkowy i stanowi małe dzieło sztuki. Korki Soir de Lune i Eau du Soir zaprojektował polski rzeźbiarz Bronisław Krzysztof a te z Eau du Soir, pozłacane 18-karatowym złotem, można wykorzystać na wiele sposobów. Niektórzy wykorzystują je jako ozdoby do serwetek, broszki lub "zapinki" do chust. Beata Tyszkiewicz podobno wykorzystała korki Eau du Soir jako uchwyty do szuflad swojej zabytkowej komody. Bardzo ciekawy wywiad z Bronisławem Krzysztofem możecie przeczytać na stronie manager.inwestycje.pl.


źródło AKPA
Spotkanie z Sisley uświetniły swoją obecnością znane osoby świata szeroko pojętych mediów i VIPy.


źródło AKPA
źródło AKPA
Nowości marki na 2015 rok zapowiadają się równie spektakularnie jak ww. spotkanie.

Pierwsza z nich to Concentré Correcteur Taches - preparat intensywnie korygujący przebarwienia, działający jak ich stopniowy reduktor, wspomagający odnowę komórkową skóry, o kompleksowym działaniu rozjaśniającym, złuszczającym i kojącym. Dział Badawczy Sisley opracował opatentowany kompleks rozjaśniający będący połączeniem silnie aktywnych składników m.in. pochodnej witaminy C, stabilizowanej i uwalniającej się stopniowo, ekstraktu z rabarbaru o ukierunkowanym działaniu wewnątrz melanocytu oraz octanu witaminy E przeciwdziałającemu wolnym rodnikom i ograniczającemu stres oksydacyjny, który jest jedną z przyczyn powstawania przebarwień.


Drugą nowością jest SisleŸA Essential Skin Care Lotion - preparat inicjujący, stworzony by przygotować skórę do przyjęcia intensywnej dawki aktywnych składników zawartych w dalszej pielęgnacji. Inspiracją dla Sisleya stała się stosowana przez Azjatki technika „layeringu”. Marka chce zaproponować metodę stopniowego nawilżania, umożliwiającą optymalizację zdolności skóry do przyswajania codziennej pielęgnacji. Nowy lotion Sisleya ma zapewnić skórze pierwszą falę aktywnych składników odmładzających, by pomóc jej już na pierwszym etapie pielęgnacji walczyć z widocznymi oznakami starzenia.

SisleŸA Essential Skin Care Lotion będzie dostępny w sprzedaży od marca a Concentré Correcteur Taches od lutego 2015.
 

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Brightmud eye treatment GLAMGLOW

Przyznam, że o ile maski na twarz bardzo lubię i staram się stosować często, o tyle nie miałam za wiele do czynienia z maskami pod oczy. Poza tym marki selektywne nie mają zbyt bogatej oferty w tym zakresie. Zazwyczaj jest to jedna pozycja w ofercie danej firmy. Mam jedną - maskę Sisleya Eye Contour Mask, którą bardzo lubię m.in. dlatego, że można ją zastosować także wokół ust.

Gdy do Polski weszła marka Glamglow i w jej ofercie zobaczyłam maskę pod oczy zainteresowałam się.

Glamglow BRIGHTMUD EYE TREATMENT to 3-minutowa, błyskawiczna maseczka na okolice oczu, preparat typu „TAP-ON-WIPE-OFF, czyli wklep, pozostaw, zetrzyj.

Produkt, podobnie jak maska Thirstymud, o której już pisałam TU, opakowany jest po hollywoodzku – blask, pióra i pajety ;) Idealny prezent pod choinkę. 


To, co wzbudziło moje zainteresowanie w składzie, choć specjalista w tej kwestii ze mnie żaden, to bioaktywne błoto zawierające silnie aktywne składniki naturalne. Absorbuje ono toksyny a w zamian przynosi skórze wysoce odżywcze substancje i minerały. Innym ciekawym składnikiem jest Nitroffeine™, czyli aktywna 14%, formuła Kofeiny mająca zapewnić stymulację limfatyczną okolic oczu i redukcję oznak zmęczenia. W infuzji z węglem, wodorem, azotem i tlenem, ten mix molekuł Kofeiny z całego świata zapewnia działanie pobudzające i redukujące zmęczenie. Jest to połączenie całych liści Ilex Guyausa z Ekwadoru, Yerba Mate z Boliwii, kakao z Cote d’Ivoire, nasion Guarany z Brazylii, liści zielonej herbaty z Indii oraz ziaren kakao z lasów deszczowych Indonezji. 

Skład:
Aqua/Water/EAU, Glycerin, Dimethicone, Propylene Glycol, Bentonite, Carbomer, Biosaccharide gum-1, Cyclotetrapeptide-24 Aminocyclohexane Carboxylate, Ectoin, Llex Paraguariensis Leaf Extract, Camellia Sinensis Leaf Powder, Theobroma Cacao (Cocoa) Fruit Powder, Paudllina Cupana (Guarana) Seed Powder, Sigesbeckia Orientalis Extract, Llex Aquifolium (Holly) Leaf Extract, Coffee Arabica (Coffee) Seed Powder, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf, Troxerutin, Lecithin, Sorbitol, Dihydroxymethylchromone, Alcohol, Caffeine, Siloxanetriol, Alginate, Butylene Glycol, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Disodium EDTA, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Limonene, Linalool


Kofeina ma działać jako doraźne i ekspresowe antidotum na zmęczenie. Niebardzo podoba mi się gliceryna na początku składu i po zużyciu prawie całego opakowania zauważyłam niestety niewielkie przesuszenie.

Opakowanie składa się z 12 podwójnych dawek, które aplikujemy 2-3 razy w tygodniu lub wtedy, kiedy jest taka potrzeba wklepując każdą dawkę pod jedno i drugie oko. Mam wrażenie, że preparatu jest za dużo na jeden raz. Można spróbować w sumie wykorzystać jedną porcję pod oboje oczu. Ważne jest by nie dopuścić do zaschnięcia preparatu na skórze - należy go zetrzeć chusteczką higieniczną po ok.3 minutach. Jeśli się zagapimy i maska zaschnie należy ją oczywiście zmyć letnią wodą. Maskę można aplikować także na nieruchomą cześć górnej powieki. 


Produkt ma konsystencję żelową a kolor miodowy z zatopionymi maleńkimi czarnymi drobinkami.

Maska pachnie przyjemnie ale dość intensywnie. Po aplikacji daje uczucie chłodu, który jest chłodem a nie szczypaniem, czy mrowieniem jak w przypadku Thirstymud. Faktycznie dość szybko zasycha więc trzeba pilnować czasu.

Jakie daje efekty?
Takie jak obiecuje producent, czyli usuwa oznaki zmęczenia, opuchnięcie i rozświetla zasinienia. Robi to doraźnie, nie zauważyłam długofalowego działania ale zużyłam tylko jedno pudełko. Może efekt byłby bardziej widoczny po dłuższej „kuracji”. Z drugiej zaś strony obawiam się, że to niewielkie przesuszenia, o którym wspomniałam wyżej, mogłoby się zintensyfikować.

Jeśli więc planujecie wielkie wyjście a jesteście po nieprzespanej nocy, to na pewno Glamglow BRIGHTMUD EYE TREATMENT będzie dobrym wyborem. Skóra pod oczami będzie jaśniejsza, odświeżona, gładsza a więc uwagę będą przykuwać wasze oczy a nie mankamenty wokół. 




Czytaj dalej ...

środa, 10 grudnia 2014

-20% w Douglasie i Sephorze, czyli rzut oka na warte grzechu produkty

Jak zapewne wiecie dzisiaj od godz. 19.00 można zrobić zakupy w Douglas online z 20% zniżką na wszystko prócz kosmetyków Bobbi Brown, Sensai i MAC. Sephora natomiast kusi nas taką samą zniżką ale także w perfumeriach stacjonarnych i znacznie dłużej będziemy musiały się opierać bo aż do 17.12 (rabat na czarną kartę).

Na okoliczność przygotowałam subiektywny przegląd tego, co moim zdaniem warto kupić w ww. perfumeriach z marek, które każda z nich posiada na wyłączność.

źródło: veleo.eu
Zacznijmy od pielęgnacji, mojego konika ostatnio.


Sephora ma na wyłączność kosmetyki EISENBERG PARIS, wśród których jest kilka perełek jak Soin Bi-Phase Ultra-Hydratant, o którym pisałam TU
Ciekawą marką jest REXALINE. Te kosmetyki zawierają duże stężenie kwasu hialuronowego oferując skuteczniejszą metodę walki z ogólnymi oznakami starzenia. Polecam szczególnie maskę. KORRES  z kolei, oferuje ciekawą linię na bazie dzikiej róży. Nowa linia KORRES wyrównuje koloryt skóry, niweluje ciemne plamy i widoczne oznaki starzenia. Warte uwagi są Wild Rose Sleeping Facial Mask i Wild Rose Peeling Mask/AHA10%.


W Douglasie sprawdzoną przeze mnie marką na wyłączność jest SENSAI ale niestety nie będzie można kupić nic ze zniżką :(. Przetestowałam kilkanaście produktów i trudno mi było wybrać coś wyjątkowego, bo... większość produktów jest wyjątkowa :) ale szczególnie polecam Wam Silk Peeling Powder, o którym pisałam TU. DECLEOR, może nie jest marką na wyłączność ale po wycofaniu się Marionnaud z Polski (tam był dostępny) jest do zdobycia w Douglasie właśnie. Polecam szczególnie kilka rodzajów serum, do różnych rodzajów skóry i na różne "problemy"z serii Aromessence. Ta pielęgnacja twarzy na bazie olejków esencjonalnych nie zawiera konserwantów, olejów mineralnych i sztucznych barwników. Produkt jest także bardzo wydajny.


Wciąż w Douglasie. Marka ANNAYAKE jest słabo znana w Polsce a szkoda, bo ma wiele ciekawych produktów. Marka japońska więc formuły, składniki są naprawdę dobrze dobrane. Kiedyś Wam coś o niej więcej napiszę. EDIT: autorka bloga My Asian Skincare Story słusznie mnie poprawiła, że marka jest francuska i twierdzi nawet, że nie ma laboratoriów w Japonii, choć taka informacja figuruje na stronie. 
LAURA MERCIER, znana i lubiana od momentu wejścia do Polski, ma świetną kolorówkę ale mnie osobiście najbardziej zawsze kusi pielęgnacja ciała. Powąchajcie nową Verbena Infusion - zakochacie się :)



Wśród kosmetyków kolorowych marek na wyłączność w Sephorze warto, moim zdaniem, przyjrzeć się nowemu podkładowi BARE MINERALS. Podkład serum Pur Eclat bareSkin to połączenie mineralnego podkładu i rozjaśniającego serum, czyli 2 w 1. Podkład ma ultra delikatną i lekką konsystencję. 

GIVENCHY ma sporo ciekawych produktów zarówno do makijażu jak i pielęgnacji. Na pewno warto mieć Pryzmy. Ich formuła oparta jest na technice atomizacji cząsteczek, które równomiernie pokrywają twarz, odświeżają cerę i nadają delikatny, idealny wygląd. Puder niweluje optycznie niedoskonałości. Efektem jaki uzyskujemy jest rozświetlona a jednocześnie matowa twarz. Podobny paradoks jak w przypadku Meteorytów Guerlain :) 

BENEFIT ma w swojej ofercie mnóstwo nowości ale to co sprawdza się od lat, to na pewno brązero-róż Hoola. Ma matowe wykończenie i przyznam, że często po niego sięgam nie tylko latem.

Sephora wprowadziła niedawno do oferty markę URBAN DECAY i mimo, że najbardziej znane palety Naked idą jak świeże bułki to ja przewrotnie polecę Wam palety kolorowe. Pigmentacja, trwałość i barwy są niesamowite. Czemu nie zaszaleć w tym nachodzącym karnawałowym okresie? :)

 W Douglasie warto postawić na nowości, czyli kolorówkę Laury Mercier ale także na sprawdzone produkty. Ja najbardziej lubię BOBBI BROWN Long Wear Gel Eyeliner oraz cienie Eyes to kill Intense GIORGIO ARMANI. Warto przyjrzeć się pędzlom BARBARY HOFMANN - ceny nie są zabójcze a jakość bardzo dobra, wręcz profesjonalna.

Jeśli chodzi o produkty do włosów warto skorzystać z promocji i kupić coś z ALTERNY w Douglasie. Osobiście polecam serię Caviar. Pisałam o odżywce TU
Intensywnie zapoznaję się z marką BUMBLE AND BUMBLE dostępną w Sephorze i jestem pełna dobrych myśli więc Wam też radzę się jej przyjrzeć.


W Douglasie znajdziemy bardzo pięknie pachnące musujące tabletki do kąpieli marki I COLONIALI z ekstarktem z żeń-szenia. Marka ma fajne mydła, kremy do rąk i ... te tabletki właśnie. Mogę powiedzieć, że jestem od nich uzależniona :)
Niedawno w Douglasach pojawiła się nowa marka FOREO i jej produkt Luna - szczoteczka soniczna. Recenzję znajdziecie TU.

Marka własna Sephora przygotowała na święta Ocean Prezentów i wśród propozycji znajdziemy wiele ciekawych produktów m.in zestaw The best of Sephora, który jest dobrym sposobem by zapoznać się produktami sygnowanymi logo Sephora lub ogromną paletę multizadaniową :)

Douglas także posiada swoje marki własne np. J.S.Douglas Söhne. Dzisiaj można kupić w dobrej cenie bardzo przyjemny produkt - delikatnie perfumowany puder w sprayu, w którego formule znajdziemy lawendę i tymianek. Pozostawia na skórze lekko połyskującą mgiełkę i można go aplikować na twarz, dekolt i włosy. 


Dobrym pomysłem na prezent kosmetyczny są zestawy. Zazwyczaj znajduje się w nich przynajmniej jeden produkt pełnowymiarowy. SHISEIDO przygotowało zestawy, które znajdziecie zarówno w Douglasie jak i Sephorze.

Zestawy dostępne w Douglas
Zestawy dostępne w Sephorze

Skusicie się na coś dzisiaj podczas nocy zakupów w Douglasie lub do 17.12 w Sephorze?



O
Czytaj dalej ...

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Enamored Hi-shine Lacquer MARC JACOBS

Marc Jacobs to marka kojarzona z modą ale... posiada też dział BEAUTY. 

Wśród wielu ciekawych produktów znajdziemy m.in. lakiery ENAMORED HI-SHINE LACQUER.


To, co przykuwa uwagę od pierwszego spojrzenia na lakiery Enamored Hi-shine to ich eleganckie opakowania i oryginalne buteleczki.


Butelki przywodzą na myśl...kamienie, obłe w kształcie, gładkie i dość ciężkie. Ten kształt został opracowany specjalnie dla doznań dotykowych :). Faktycznie przyjemnie trzyma się je w dłoni. 
Dla głębokiej czerni nasadki inspiracją był stolik kawowy Marca Jacobsa, który pokryty jest 30 warstwami lakieru by uzyskać idealny, przepastny odcień. Krzywizna buteleczki ma natomiast przywodzić na myśl uśmiech.

Lakiery mają niesamowity blask i połysk i dają efekt tzw. mokrych paznokci.
Kilka egzemplarzy nosi żeńskie imiona na cześć znanych kobiet, z którymi Marc Jacobs współpracował.

Dzięki cioci z Kanady (autentycznie, nie jest to tekst z Barei :D)  weszłam w posiadanie dwóch pięknych kolorów, które kusiły mnie szczególnie od dłuższego czasu.

Fluorescent Beige to kolor trudny do uchwycenia na zdjęciach ale wierzcie mi na słowo, że tak jak pięknie mieni się w butelce, tak jest wielowymiarowy na paznokciach. W zależności od światła opalizuje na delikatny fiołkowy, intensywnie fioletowy bądź różowo-beżowy. 
Jest to pastelowy kolor więc trzeba się trochę przyłożyć by nie powstały smugi ale kolor i efekt i tak rekompensuje ewentualne niedociągnięcia.
 

Drugim kolorem, na który "chorowałam" jest Sally. Określany jest jako "opalizująca poczerniała zieleń" ale myślę, że znana powszechnie mamibecia (pozdrawiam :*) była bliżej prawdy opisując go  jako malachit. Reasumując - Sally to opalizująca, bardzo ciemna malachitowa zieleń z domieszką szmaragdu :) Kolor iście świąteczny. Nic tylko choinkę ubierać.


Lakiery są bardzo trwałe. Wytrzymują bez uszczerbku do 5 dni. Potem końcówki zaczynają się ścierać. 

Niedługo Wy też będziecie mogły zakosztować kolorówki Marca Jacobsa bez uciekania się do pomocy cioci z Kanady czy Ameryki ;)
A może już miałyście styczność z jakimiś produktami?







Czytaj dalej ...

sobota, 6 grudnia 2014

Volcanic minerals KORRES

Marki KORRES nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Mimo, że niedawno weszła do Polski zdążyła już zaskarbić sobie uznanie klientów kilkoma naprawdę ciekawymi produktami jak balsamy do ust, cienie o dobrej pigmentacji czy teraz pielęgnacją na bazie dzikiej róży.

Pielęgnacji jeszcze nie znam ale skusiły mnie produkty kolorówkowe.

Gdy zobaczyłam serię Volcanic minerals po prostu nie mogłam przejść obojętnie. 


Volcanic minerals Twist Eyeshadow oraz Long Lasting Eyeliner to produkty wzbogacone o takie minerały jak sód, potas, cynk, magnez. Zawierają w swojej formule m.in. wosk ryżowy, który jest przeciwutleniaczem i ma właściwości nawilżające. Nie zawierają natomiast parabenów, olei mineralnych, silikonów. Seria wpisuje się więc w założenia KORRES jako marki słynącej z naturalnych kosmetyków, której historia sięga pierwszej apteki homeopatycznej w Atenach.

Volcanic minerals Twist Eyeshadow są to kremowe cienie do powiek w praktycznym opakowaniu w formie sztyftu ze zintegrowaną temperówką. Sprytne :) 
Struktura jest miękka ale nie maślana. To co przykuwa uwagę to metaliczny połysk oraz wielowymiarowość. To takie duochromy w sztyfcie :)


Na powiece dają gładkie i dość intensywne wykończenie, pięknie się mienią, choć ten duochromalny efekt nie jest aż tak widoczny jak na swatchu. Są także dość trwałe, nie zbierają się w załamaniach powieki i nie warzą, co czasem się zdarza w przypadku kremowych cieni.


Volcanic Minerals Long Lasting Eyeliner podobnie jak wspomniane wyżej cienie mają intensywne metaliczne kolory. Przypominają mi nieco Pearlglidy MACa. Kredka jest miekką ale nie rozmazuje się więc można łatwo narysować kreskę. Nie odbija się na powiece i jest dość trwała, chociaż pod koniec dnia kolor nieco blaknie.
Na podkreślenie zasługuje skład. Zawiera nawilżające ceramidy oraz wosk pszczeli, który zmniejsza stany zapalny, zmiękcza skórę i ma właściwości przeciwutleniające. Można stosować także na linię wodną. Na pewno Was nie uczuli :)


Moje kolory to 03 Metallic Brown kredki Long Lasting Eyeliner i 33 Grey Brown cienia w sztyfcie.
Grey jak widać ma w sobie coś z fioletu a Grey Brown ma w sobie sporo złotka.
Bardzo lubię :)

Macie jakieś produkty KORRES w swoich zbiorach?




Czytaj dalej ...

środa, 3 grudnia 2014

Dezodoranty EISENBERG PARIS

Jestem twardogłowa, czyli inaczej beton, konserwa i jednostka niereformowalna w bardzo wielu kwestiach. Jedną z nich jest niechęć do dezodorantów blokujących wydzielanie potu. Wiem, nikt nie udowodnił, że zawarte w nich związki chemiczne mają rakotwórcze właściwości. Mimo to wystrzegam się a właściwie wystrzegałam bo od dość dawna trudno zdobyć dezodorant nie zakłócający transpiracji skóry pod pachami. 

Gdy więc jakiś czas temu EISENBERG wypuścił dezodoranty reklamując je jako skuteczne produkty nie blokujące wydzielania potu ale eliminujące nieprzyjemny zapach wzbudziło to moje ogromne zainteresowanie.

Pierwsze dezodoranty otrzymałam od marki do testów ale okazały się tak idealnie się spisywać, że aktualnie posiadam kolejne opakowania kupione za własne, zarobione w pocie i znoju pieniądze ;)


Dezodorant w białym opakowaniu przeznaczony jest dla kobiet, w srebrnym dla mężczyzn. Przyznam, że nie wiem czy prócz koloru opakowania czymś się różnią ;) Mąż ma podobne wrażenia do moich więc wnoszę, że różnica jest tylko w opakowaniu.

EISENBERG postanowił opracować dezodoranty, które nie zaburzają naturalnego mechanizmu pocenia się ale eliminują nieprzyjemny zapach, czyli działają na florę bakteryjną rozwijającą się w wydzielinie produkowanej przez gruczoły apokrynowe (te zlokalizowane w okolicy pach). "Antybakteryjny kompleks dezodoryzujący EISENBERG wiąże wodę i zakwasza pH. W ten sposób pozbawia bakterie "pokarmu" i zapobiega rozkładowi potu. To ogranicza mnożenie się bakterii odpowiedzialnych za przykry zapach".

Dezodoranty EISENBERG pozbawione są soli aluminium, alkoholu, parabenów, barwników, zapachu. 

Podeszłam z nadzieją ale sceptycznie zwłaszcza, że przez kilkanaście pierwszych dni nie widziałam żadnego działania.
Potem nastąpił cud prawie mniemany :)

Po tych kilkunastu dniach nieprzyjemny zapach był coraz mniej wyczuwalny a aktualnie, gdy stosuję swój dezodorant już od kilku dobrych miesięcy, w ogóle zniknął. 


"No tak, tak, ale pewnie Ty się mało pocisz" powie ktoś. Otóż miałam taki okres w życiu, zaraz po urodzeniu dzieci, że faktycznie pot nie był jakimś szczególnym utrapieniem ale latka lecą. Teraz jestem w tzw. wieku przedmenopauzalnym (tak stoi w ostatnim wypisie ze szpitala :D) i przyjęłam go z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli m.in. ze zwiększoną męczliwością i potliwością.

Dezodorant EISENBERGA radzi sobie świetnie z moimi huśtawkami transpiracyjnymi. Jedyne momenty, kiedy trochę "wymięka" to choroba ale wtedy potliwość nie jest w sumie naturalna a zmieniona chorobowo więc mu darowuję.


Nie uprawiam sportów ale ostatnio zaczęłam chodzić z kijami ze względu na szwankujące serducho a ponieważ moja kondycja jest od lat zerowa wracam z takich spacerków mokra jak mysz. Staram się chodzić szybko :) Dezodorant EISENBERGA daje radę. 

Produkt jest dodatkowo bardzo przyjemny w aplikacji. Rozpyla się w postaci delikatnej świeżej mgiełki, która nie pozostawia białych, czy tym bardziej żółtych plam na ubraniu. Nie powoduje żadnych podrażnień a fakt braku zapachu może być tylko plusem - nie kłóci się z ukochanymi perfumami :)

Dla wojujących ekologów też mam dobrą wiadomość - opakowanie w 100% podlega recyklingowi i nie zawiera gazu.


Jakich używacie dezodorantów?











Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast