sobota, 31 grudnia 2011

Czas podsumowań vol.1 - paletka urodzinowa Urban Decay


Na wszystkich blogach królują rankingi ulubionych kosmetyków mijającego roku więc nie chcąc pozostac w tyle też pokażę Wam to co mnie wyjątkowo urzekło w 2011 roku. Podzielę jednak ten mój ranking na kilka postów, ponieważ recenzje niektórych ulubieńców już zrobiłam więc nie ma sensu się powtarzac ale niektórych nie zdążyłam - ani się obajrzałam a tu Nowy Roczek za drzwiami... :)

Zacznę więc od produktu z kolorówki (to tygrysy lubią najbardziej), który zajmuje jedno z czołowych miejsc w moim rankingu. Mowa o Urban Decay 15th Anniversary Eyeshadow Palette. Paletkę mam dzięki uprzejmości przesympatycznej, uczynnej, dobrej duszyczce blogowego światka, której jeszcze raz baaaardzo dziękuję (jeśli się zgodzi to dopiszę o kim mowa) za pomoc w jej zdobyciu.


Opisy paletki i swatche znajdują się wszędzie w internecie więc ja ograniczę się tylko do kilku fotek i moich wrażeń. 



Jest to jedna z piękniejszych i bardziej różnorodnych palet jakie widziałam dlatego bardzo chciałam ją mieć, sporo się po niej spodziewałam i ... nie rozczarowałam się. Cienie są świetnie napigmentowane, mają piękne kolory, są rewelacyjne w nakładaniu i bardzo trwałe.




Mam tu wszystkie te barwy, które lubię. Nie przeszkadza mi nawet fakt, że cienie mają w większości perłowe wykończenie. Kilka z nich przypomina mi moje ulubione duochromy z MAC.

Jestem w stanie wykonać przy użyciu tej palety makijaż dzienny, wieczorowy jak i ten bardziej szalony ;). Zaryzykuję nawet twierdzenie, że mogłabym ograniczyć się tylko do tego produktu jeśli chodzi o cienie.

Paletki używałam całe lato, jesień a i teraz świetnie się sprawdza. Sylwestrowy makijaż też będzie zapewne nią wykonany.

Jeśli zainteresowała Was 15th Anniversary Eyeshadow Palette UD to postaram się wrzucić w najbliższym czasie jakieś makijaże.
Dziękuję Marto:)
 
Czytaj dalej ...

wtorek, 27 grudnia 2011

TAG - Postanowienia 2012

TAG przywędrował do mnie od Mamy Stelli i Livii (dzięki). Chociaż staram się nie robic nigdy żadnych postanowień (noworocznych czy nie) ze względu na słabą wolę i nieprzyjemne uczucie rozczarowania i zawodu, że "znowu się nie udało" doszłam do wniosku, że może jak ogłoszę te moje zamierzenia publicznie, na blogu, zmobilizuję sie, żeby je zrealizowac... Ograniczę się tu jedynie do postanowień kosmetycznych, ponieważ, gdybym chciała wymienic wszystkie nie starczyłoby mnie miejsca a Wam cierpliwości by je przeczytac ;)


Moje postanowienia "urodowe" na rok 2012

1. Przy zakupie kosmetyków nie kierowac się mega,super,hiper promocją, ale rzeczywistą potrzebą 
2. Zużyc zapasy
3. Doprowadzic paznokcie do zdrowego wyglądu
4. Schudnąc przynajmniej 4 kilo
5. Zacząc REGULARNIE uprawiac jakiś sport

Wiem, że dwa pierwsze postanowienia mogą doprowadzic do naturalniej śmierci mojego bloga, ale może po prostu realizując je będę pisac o tym co faktycznie w jakimś stopniu już przetestowałam a nie tym co kupiłam :)
Do zabawy zapraszam wszystkich chętnych.
Czytaj dalej ...

czwartek, 22 grudnia 2011

Świątecznie mi, czyli udane trio od Bobbi Brown

Kocham czerwony kolor w ubraniach, dodatkach (torebki, torebusie) i nawet butach ale nie bardzo toleruję u siebie w makijażu. Po pierwsze dlatego, że jestem blondynką o jasnej karnacji,  po drugie dlatego, że moja skóra nie tylko na twarzy ma tendencję do czerwienienia, a po trzecie wydaje mi się zbyt ekstrawagancki i w niezbyt dobrym stylu. Kobieta jednak jest istotą nieprzeniknioną, zagadkową czasami nawet dla samej siebie dlatego też ostatnia moja wizyta w Douglasie zakończyła się zakupem czerwonej jak krew szminki Bobbi Brown (Red nr 10) i czerwonej konturówki BB (Red). Bardzo lubię produkty BB. Szczególnie przypadły mi do gustu szminki. Do tego stopnia, że zdradzam z nimi coraz częściej Guerlain. Jednak tak jak w przypadku Guerlain moje wybory BB ograniczały się dotąd głównie do odcieni NUDE lub delikatnych róży (kiedyś Wam je pokażę). Aż tu nagle taka niespodzianka - RED. Chyba zbliżające się Święta nastroiły mnie na takie choinkowe kolory...



Wybrana przeze mnie szminka to prawdziwa, głęboka czerwień, nieco krwista, ale bardziej tętniczo niż żylnie ;) (o matko, co ja piszę !!!!). Jest niesamowicie miękka, kremowa, całkowicie kryje już po jednym pociągnięciu, jest również bardzo przyjazna w obsłudze tzn. jeśli nie szukamy perfekcji nie wymaga pędzelka.
Trwałośc na ustach rewelacyjna - naprawdę trudno ją zjeśc a w demakijażu schodzi tylko przy użyciu micela lub mleczka (jest mega wodoodporna). Jednym słowem chyba będzie to mój grudniowy HIT.

 
Kredka BB dobrana do szminki była lekką fanaberią z mojej strony, bo zazwyczaj nie mam czasu na takie dopracowywanie konturu ust, choc wiem, że przydałoby mi się bardzo. Ostatecznie jednak czerwonej szminki nie nosi się na co dzień (przynajmniej ja nie noszę) a "od święta" można chyba sobie poświęcic więcej czasu i uwagi i popracowac konturówką nieprawdaż? :) Kredeczka jest więc idealną parą dla tej szminki, jest miękka, łatwa w obsłudze, nie rozmazuje się i "trzyma" szminkę w ryzach przez wiele godzin.
Ten duet wytrzymał ostatnio 6 godzinne" wyjście" połączone z gadaniem, piciem napojów ciepłych i zimnych i pochłonięcie sałatki cesarskiej :)

kontur nie jest dopracowany, bo nie mam wprawy, ale widac jak idealnie kredka dopasowała się do szminki
W tytule posta widnieje sformułowanie "trio" od BB. Pokombinowałam bowiem trochę i dodałam mojej czerwonej szmince jeszcze więcej świątecznego blasku przy pomocy mojego kolejnego HITu mijającego roku tj. Lip Gloss Crystal również BB.

I to połączenie daje następujący efekt




A Wy lubicie, stosujecie czerwone szminki?

Czytaj dalej ...

wtorek, 20 grudnia 2011

Almost Powder Makeup Clinique - dobry puder w kompakcie


Lubię pudry w kompakcie marki Clinique. Od kiedy zaczęłam stosować Superpowder Double Face (dawno temu) właściwie nie szukam alternatywy. Kiedyś używałam go jako podkładu i pudru wykończeniowego zarazem. Teraz gdy moja skóra jest bardziej dojrzała i potrzebuje płynnego podkładu Clinique służy mi do wykończenia makijażu twarzy, czyli po prostu jako puder. Pudry Clinique nigdy nie rozczarowały mnie, nie dostarczyły niemiłych niespodzianek w postaci uczuleń, wysuszenia itp.

Almost Powder Makeup to według producenta kosmetyk wielofunkcyjny, który może pełnić rolę podkładu lub pudru. Dzięki zawartości  antyoksydantów i filtrów przeciwsłonecznych (SPF15) kosmetyk nie tylko upiększa, ale i chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem


Puder ma bardzo lekką konsystencję, doskonale wtapia się w skórę, daje bardzo naturalny efekt, nie zmienia koloru, matuje. Oczywiście nie należy liczyć na to, że przykryje widoczne niedoskonałości jak krosty czy silne zaczerwienienia. Być może gdy nałoży się kilka warstw może pełnić rolę podkładu ale baaardzo lekkiego i nie dla cer problemowych. Moja na szczęście do takich nie należy więc Almost Powder świetnie spisuje się jako puder wykończeniowy, nałożony na podkład lub BB cream daje efekt gładkiej, matowej buzi. Aplikacja jest prosta i przyjemna, bo kosmetyk ma bardzo „przyjazną” konsystencję – jest bardzo drobno zmielony, wręcz kremowy w dotyku. 


Przeszkadza mi w nim jedynie niezbyt praktyczne, dość duże opakowanie i brak gąbeczki jak przy standardowym pudrze w kompakcie, ale oczywiście to mój wybór, że kupiłam produkt z pędzelkiem. Pędzelek spełnia swoją rolę, ale kiedy w ciągu dnia chcę „przypudrować nosek” nie jest zbyt poręczny.
Ogólnie więc moja ocena wychodzi na plus choć cena jest nieco wygórowana (135zł w Sephorze) ale ponieważ Clinique to według mnie sprawdzona, solidna marka będę nieustannie wracać do tych pudrów.


A Wy macie swoich ulubieńców w tej kategorii, do których wracacie lub które stosujecie „od zawsze”? A może w ogóle nie używacie pudru…?    
Czytaj dalej ...

sobota, 17 grudnia 2011

Kate Winslet dla Lancome na święta - wybór padł na elegancki lakier

Holiday 2011 Color Collection by Kate Winslet for Lancome to kolekcja elegancka, w prawdziwie świątecznej tonacji złota, różu i czerwieni.



Ponieważ nie lubię złota na twarzy (nie ten wiek) a czerwień na ustach czy na paznokciach nie jest, moim zdaniem, do noszenia na co dzień z w/w kolekcji skusiłam się na lakier w kolorze 26.



przepraszam za skórki ;

Jak widac jest to baaardzo klasyczny pudrowy róż. Niestety na zdjęciach wyszedł blado (słabe światło) ale w rzeczywistości jest dośc intensywny i nieco wpada w beż.
Nr 26 to mój pierwszy lakier Lancome i jak na razie jestem bardzo zadowolona. - po 4 dniach nie ma odprysków, końcówki nie są starte. Może skusze się jednak jeszcze na czerwień...? ;)

poj.6ml - 70 zł

A u Was co będzie królowało na pazurkach w Święta?
Czytaj dalej ...

środa, 14 grudnia 2011

Czy róż jest konieczny w makijażu?... Mój tak ;-)


No właśnie, oto jest pytanie.
Według specjalistów róż jest jednym z podstawowych kosmetyków stosowanych w makijażu – ma za zadanie ożywić cerę, nadać jej blasku, świeżości, elegancji, sharmonizować cały makijaż. Aby osiągnąć taki efekt należy oczywiście opanować jego nakładanie i dobrać odpowiedni kolor do karnacji. Nie jest to rzeczą łatwą.
Mam niestety skórę twarzy  skłonną do zaczerwienień z tendencją naczynkową dlatego też długo sądziłam, że skoro i tak policzki mam dość widoczne przez ich naturalny kolor, to nie będę ich podkreślać dodatkowo różem.
Kiedy więc jakiś czas temu w salonie Mac namówiono mnie na rozświetlający róż mineralny Miss Behave z ówczesnej kolekcji Quite Cute byłam sceptycznie nastawiona. Dość długo leżał sobie samotny w szufladce ale w końcu po przeczytaniu kilku artykułów na temat stosowania i zalet róży postanowiłam spróbować.

  
Miss Behave to bladoróżowy róż (śmiesznie to brzmi) więc idealny dla mnie tzn. osoby o bardzo jasnej karnacji. Takie bladoróżowe odcienie odmładzają i nadają twarzy świeży wygląd jak po porannej przechadzce :)
Miss Behave ma dodatkowo pośrodku małe serduszko ze srebrnym pigmentem, który po pociągnięciu pędzlem łączy się z różem a po nałożeniu na kości policzkowe pięknie rozświetla. 


Muszę przyznać, że jeśli miałabym po raz drugi kupić jakiś róż to byłby to wybór podobny do Miss Behave – nie jest bardzo widoczny na twarzy ale daje to eleganckie, harmonijne wykończenie makijażu.


A jak u Was w kwestii róży? Jesteście fankami czy to dla Was zbędny gadget?
Czytaj dalej ...

niedziela, 11 grudnia 2011

Dobroczynna oliwa z oliwek


Podobno oliwa z oliwek, extra vergine rzecz jasna, może mieć zastosowanie jako kosmetyk.

Zastosowanie na twarz

1.Mieszanka 1/4 szklanki oliwy z oliwek, 1/8 szklanki octu winnego i 1/8 szklanki wody zastosowana jako krem na noc sprawi, że Twoja skóra odzyska blask. Oliwa z oliwek zmiękcza i nawilża a ocet rozjaśnia przebarwienia, zabija bakterie i usuwa martwe komórki skóry. Spryskaj twarz wodą przed zastosowaniem.
2.Oliwa z oliwek może być stosowana jako krem oczyszczający, jeśli masz suchą skórę
3.Użyj oliwy jako peelingu.
Na wilgotnej skórze twarzy rozprowadź nieco oliwy a następnie użyj około pół łyżeczki cukru i delikatnie masuj twarz. Po masażu wytrzyj delikatnie twarz ciepłą, wilgotną bawełnianą szmatką  aż do całkowitego usunięcia cukru.
 
Zastosowanie na stopy, kolana, łokcie

4. Na noc wetrzyj oliwę w stopy i załóż białe bawełniane skarpetki – skóra nabierze miękkości a oliwa spożywcza lepiej się wchłania niż kosmetyczna oliwka dla dzieci.
5.
Rozprowadź kroplę oliwy w dłoniach wetrzyj ją w skórę na kolanach i łokciach - zmiękcza.
 
Zastosowanie do całego ciała

6. Wlej 2 lub 3 łyżki oliwy do kąpieli - Twoja skóra nabierze blasku i miękkości.
 
Zastosowanie do włosów 
 
7. Rozprowadź kroplę oliwy w dłoniach i wetrzyj ją w suche włosy - poprawi ich stan i sprawi, że nie będą się elektryzowały.
8. Podgrzej trochę oliwy w małym garnku lub w kuchence mikrofalowej przez mniej niż minutę. Polej nią skórę głowy i grzebieniem rozprowadź od nasady po końce włosów. Zawiń włosy w ręcznik i pozostaw na 10-15 minut. Dokładnie spłucz włosy i skórę głowy ciepłą wodą z dodatkiem szamponu, wysusz i wymodeluj jak zwykle.

????????????? Stosujecie?
Ja wypróbowałam jako peeling i specyfik przeciw elektryzowaniu się włosów - działa ;)


Czytaj dalej ...

sobota, 10 grudnia 2011

Kobo kolekcja Elegance + EOTD

Kobo Professional wypuściło ostatnio kolekcję Elegance inspirowaną atmosferą kina lat 20. W skład kolekcji wchodzi 6 cieni Pearl Illusion i 8 szminek Celebrity Lips. Ambasadorką została Natasza Urbańska.


Z w/w kolekcji kupiłam 2 cienie Oriental Illusion i Pearly Bronze. Cienie są wg. mnie bardziej kremowe, miałkie niż te w standardowej ofercie co ułatwia aplikację. Można je stosowac na sucho lub na mokro.

Pearl Bronze i Oriental Illusion

Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, nie rolują się, nie osypują i są trwałe - nawet bez bazy wytrzymują kilka godzin.

Znacie tę kolekcję? Lubicie produkty Kobo?

Czytaj dalej ...

środa, 7 grudnia 2011

Podkład Estee Lauder Nutritious Vita – Mineral SPF10 nie idealny ale …


Zima już już puka do drzwi a ja wariatka kupuję lekki jak letni wietrzyk podkład „mineralny”  Estee Lauder Nutritous. Czy jednak faktycznie podkład ten nie nadaje się zupełnie na zimę?


Według producenta podkład jest beztłuszczowy, absorbuje nadmiar sebum, nie wysusza skóry, jest delikatny, lekki i dlatego odpowiedni nawet dla bardzo wrażliwej cery.  
Jego formuła zawiera:
- minerały, które chronią i wzmacniają skórę, by zwiększyć jej naturalne mechanizmy obronne.
- witaminę C i E, które poprawiają ogólną kondycję skóry i nadają jej promienny wygląd.
- ekstrakt z owocu granatu, znany jako wyjątkowo skuteczny antyutleniacz, chroniący przed negatywnym działaniem wolnych rodników.
Nie jest to oczywiście produkt w 100% mineralny, ponieważ aby płynna konsystencja pozostała długo płynna i świeża nie da się oprzeć jej tylko na minerałach. 

wybrałam odcień 1.0
Dlaczego zdecydowałam się na lekki podkład zimą?
Z kilku powodów.
1. Nie mam większych problemów ze skórą (nigdy nie miałam trądzika, nawet młodzieńczego) i nie potrzebuję mocnego krycia.
2. Wszystkie ciężkie, kryjące, matujące podkłady zawsze czuję na twarzy, i mimo, że to tylko wrażenie wydaje mi się, że mam na sobie drugą, obcą skórę.
3. W/w podkłady zawsze okropnie wysuszają mi skórę zimą, kiedy przebywam w ogrzewanych, klimatyzowanych i niewietrzonych pomieszczeniach.
4. Nie przebywam w makijażu na mroźnym powietrzu dłużej niż zajmuje mi droga z samochodu do pracy i z powrotem – na zimowe spacery uzbrajam twarz po prostu w mocny krem, dlatego nie mam potrzeby stosowania podkładu jako ochrony przed wpływem zjawisk atmosferycznych ;)
5. Najchętniej stosowałabym tylko i wyłącznie puder aby lekko zmatowić twarz, ale z wiekiem moja skóra nabrała nieco przebarwień i bez podkładu trudno nadać jej jednolity koloryt.
Podkład Estee Lauder spełnił wszystkie moje oczekiwania – jest lekki, nie czuję go na twarzy, nie wysusza strefy T, nie daje uczucia ściągniętej skóry, przykrywa przebarwienia, jest dość trwały (wytrzymuje kilka godzin w pracy).
Polecam go młodym dziewczynom, które nie mają poważniejszych problemów ze skórą a chcą ujednolicić jej kolor i nadać blasku. Poza tym jest jeszcze bardzo praktyczny aspekt produktu - tubka, którą na pewno wyciśnie się na max. ;)
Znacie ten podkład? Jakie są Wasze typy na zimę?
Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast