środa, 29 lutego 2012

Wy nie wiecie a ja wiem ... czyli peany, peany

oczywiście nie jak rozmawiac trzeba z psem a gdzie szukac super produktów na wymianki :). Jednym z takich miejsc jest kopalnia wiedzy i oryginalnych kosmetyków MAC u Marti naszej kochanej.

Marti była niedawno w PL i po jej pobycie na kilku blogach pojawiły się informacje o wypasionych paczuszkach, które bloggierki dostały z wymianek/zakupów na jej blogu. Powiem Wam, że zupełnie jak Glossy/Shiny/Kissbox :) ponieważ ta złota dziewczyna dorzuciła do każdej paczuszki jakieś łakocie.

Oto jak przedstawia się moja wymiankowo-zakupowa paczuszka od Marti.



odsypki pigmentów Mac - najczęściej z kolekcji limitowanych
Nieźle prawda?

Jeśli szukacie autentycznych kosmetyków wysokopółkowych to blog Marti jest idealnym miejscem na ich znalezienie. Wystarczy zajrzec na stronę z Wymianką i Wyprzedażą.

Pragnę zaznaczyc, że niniejszy post nie jest sponsorowany przez blog Beauty and Mac ;) a wynika tylko i wyłącznie z mojej ogromnej wdzięczności Marcie za wiele przysług kosmetycznych jakie mi oddała.

Bezinteresownośc nie jest, wbrew pozorom, tak popularna w kosmetycznej blogsferze...
Czytaj dalej ...

wtorek, 28 lutego 2012

Przyznam się, a co mi tam ... ;)


Krąży po blogach Tag zatytułowany "Ściana wstydu z dzolls" . Dotarł też do mnie, mimo że  nieco nieoficjalnie, od Hexxany :)


Mam dwa podstawowe „wstydziki” kosmetyczne. Oba dotyczą demakijażu.

Po pierwsze baaaaardzo często zmywam makijaż (prócz oczu) przy pomocy żelu  Normaderm Vichy i….wody z kranu. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że moja woda płynie z własnej studni (0 chloru) i jest uzdatniona lampą antybakteryjną. Rano natomiast, o zgrozo, myję twarz mydłem i w/w wodą (!) Kiedy jeszcze nie miałam własnej studni robiłam dokładnie tak samo tylko wodę przegotowywałam … jak akurat mi się chciało ;)
źródło http://alejka.pl

Po drugie od zawsze miałam ogromne trudności z demakijażem oczu zwłaszcza, że bardzo lubię żelowe kredki, które, wiadomo, włażą między rzęsy. I co wymyśliła bestyjka? Otóż biorę sobie patyczek do czyszczenia uszu (!), maczam w płynie do demakijażu oczu i jeżdżę w tę i z powrotem po rzęsach przy ich nasadzie (!). Mąż kiedyś nakrył mnie na tym codziennym rytuale, który wykonuję od tylu lat, że ludzie tyle nie żyją, (jestem naprawdę dobra w te klocki) i zdębiał: „Czyś Ty oszalała, chcesz sobie oko wydłubaċ?!” O mało do tego nie doszło, tak się wystraszyłam jego krzyku.

źródło http://www.zdrowie.fit.pl
Mimo obu w/w bestialskich praktyk nadal żyję, skóra mojej twarzy nie odpada płatami a oczy nadal posiadają rzęsy.

Zaskoczone?

Która myje buźkę mydłem i zwykłą wodą, nawet chlorowaną? Przyznaċ się i to już! :)


Do wyjawienia swoich „wstydzików” wzywam Marti :)
Czytaj dalej ...

poniedziałek, 27 lutego 2012

Zoykowe nabytki lakierowe z targów kosmetycznych

W ostatni weekend tj. 25-26.02 odbyły się w Warszawie Targi kosmetyczne Salon Wiosna 2012. W porównaniu z poprzednią edycją z października były, w moim odczuciu, dużo mniej interesujące dla indywidualnego klienta. Przeważały firmy "lakierowo - paznokciowe" oraz oferujące wyposażenie dla wszelakich gabinetów kosmetycznych. Tym razem, z braku laku, zaopatrzyłam się w sporą ilość lakierów i tym samym zaczynam stawac się lakierową maniaczką :) Moja kolekcja z dnia na dzień rośnie.



Dzięki informacji na blogu Pysi Patrysi na targach znalazłam dystrybutora lakierów Zoya, które poznałam dzięki Urbi. Niestety jak mnie poinformowano, lakiery nie będą dostępne w sprzedaży detalicznej :(

A oto i moje Zoyowe nabytki

Evangeline

Kotori

Ivy

Harmonie
Na pierwsze próby została wystawiona Harmonie. Do całkowitego krycia potrzeba dwóch warstw, słabo schnie, ma dośc wodnistą konsystencję, wygodny pędzelek, trochę widac jego pociągnięcia. Lakier przykryty top coatem (mój ulubiony Diamond Inglota) od wczoraj nie wykazuje oznak zużycia. Jestem pełna podziwu, bo dzisiaj miałam stłuczkę i musiałam samodzielnie odczepic zaklinowaną tablicę rejestracyjną - przetrwał :)

przepraszam za skórki :(
Cena na targach 28,50 zł.



Czytaj dalej ...

niedziela, 26 lutego 2012

Uzupełnienie strony wymiankowej

Dodałam TU dwie nowe pokusy :)

Azalea Blossom blush ombre Mac kolekcja Daphne Guinness
Nówki sztuki :)

Zachęcam do kuszenia mnie na priv. lub pod postem :)



Czytaj dalej ...

sobota, 25 lutego 2012

Post niekosmetyczny

Macie jakieś inne pasje oprócz kosmetyków? Chętnie poczytam i pooglądam :)
Oto moje dwa wielkie"pożeracze" czasu i ostatnie "twory"






Czytaj dalej ...

Vive les échanges !

Ostatnio dokonałam kilku bardzo ciekawych dla mnie wymianek.

Od Nicierpka otrzymałam lakier Opi Do You Think I'm Tex'y? z kolekcji Texas. To piękny, nasycony róż dojrzałej malinki :)


Od Malowajki otrzymałam dwa produkty Maca, których nie znam, a o których słyszałam dobre opinie.


Od Mallene przyszła do mnie paczuszka z tą oto wspaniałą zawartością :

zawsze chciałam wypróbowac osławiony korektor Skinfood i w końcu się udało :)
Od craving for beauty dostałam mini czarną kredkę Lancôme.


I mnóstwo, mnóstwo próbek od wszystkich dziewczyn :)


Jeszcze raz bardzo dziękuję i mam nadzieję do następnego razu :)

Wszystkich moich obserwatorów przy okazji również zapraszam na moją stronę wymiankową - wciąż dorzucam coś nowego. Jestem otwarta na propozycje :)
Czytaj dalej ...

środa, 22 lutego 2012

Lush Massage Bars i pierwsza część Lushopedii


Zapraszam Was na kolejny post z cyklu moich lushowych nabytków i pierwszy z serii Lushopedii.
Dzisiaj mowa będzie o produkcie zwanym massage bar czyli kostka do masażu. Są to masełka, balsamy i olejki do ciała w jednym w formie stałej czyli w kostkach. Co prawda „kostka” to nieprecyzyjne określenie, ponieważ Lush ma w ofercie rozmaite kształty tych produktów. Massage bar wyglądem i konsystencją na pierwszy rzut oka przypomina kostkę mydła.  W dotyku jest twardy i maślany.

Sposób użycia: obracaj kostkę w dłoniach aż poczujesz, że po wpływem ciepła zaczyna się rozpuszczać, wówczas masuj delikatnie wybrane partie ciała. Można zastosować również po kąpieli bezpośrednio na rozgrzane ciało. „Kostka” jest bardzo wydajna i starcza na wieeeele masaży. Massage bar może być również dodany do kąpieli jeśli lubisz kąpać się w balsamie :)

Każdy massage bar nie tylko pełni rolę olejku, balsamu czy masła do ciała ale ma również często właściwości terapeutyczne, relaksujące dzięki zawartym składnikom.

Produkty Lush są specyficzne jeśli chodzi o zapachy. Dlatego robiąc zakupy kieruj się przede wszystkim nosem. Co z tego, że dany produkt będzie idealny dla Twojej skóry jeśli odrzuca Cię aromat? W Lushu często może Cię to spotkać, bo mixy zapachów są…hmmm…co najmniej zaskakujące.

Ja wybrałam dwie kostki do masażu Therapy i Soft Coeur.

Therapy to pierwszy massage bar o działaniu terapeutycznym i pierwszy posiadający certyfikat bio. Odżywia i wygładza skórę dzięki zawartości masła kakowego i karité. Uelastycznia i zapobiega powstawaniu rozstępów dzięki olejkom z lawendy i neroli. Olejek neroli  dodatkowo wprawia w euforyczny nastrój, ponieważ zwiększa poziom seratoniny w mózgu (!), działa antydepresyjnie.  Śmieszne? Na pewno trochę tak, ale nie do końca. Zbawienne działanie masażu znane jest nie od dzisiaj i skłonna jestem wierzyć, że potęguje się ono wraz z zastosowaniem odpowiednich środków wmasowywanych w  skórę. Ostatecznie pijemy zieloną czy jaśminową herbatkę mając nadzieję, że zadziała na nasz organizm więc czemu nie spróbować masażu kostką Lush?


*składnik olejków eterycznych
Cena:  £ 6,25 za 65g.

Drugi massage bar jaki wpadł do mojego koszyka to Sotf Coeur czy Coeur Tendre (wolę odpowiednik francuski). Jest to prześliczne serduszko z zatopioną sproszkowaną czekoladą i miodem. Gdyby nie fakt, że jest to kosmetyk niechybnie bym je „zeżarła” ;) Ten massage bar nie ma żadnego szczególnego działania terapeutycznego oprócz tego, że obłędnie pachnie (masłem kakaowym, karité, olejkiem migdałowym, miodem, toffi ) i samo to przyprawia o świetny nastrój i odpręża.

*składnik olejków eterycznych
Cena: £ 4,50 za 30g.



Moje odczucia odnośnie kostek do masażu Lush są mieszane. Niewątpliwie spełniają swoją rolę, pięknie pachną (przynajmniej te, które kupiłam) ale aplikacja i efekt na skórze jest średnio przyjemny. Obie moje kostki rozgrzewane w dłoniach powodują niezbyt przyjemne uczucie gorąca, wręcz pieczenia a ciało po masażu klei się i lepi zbyt długo jak dla mnie.

Inne popularne kostki do masażu to:

Each Peachzawiera masło kakaowe, masło shea, masło z awokado i masło z pestek mango. Wszystkie te składniki bardzo zmiękczają i nawilżają skórę. Olejki eteryczne z owoców cytrusowych (limonki, słodkiej pomarańczy, mandarynki) nie tylko pięknie pachną ale ponoć oczyszczają i rozjaśniają umysł. Cena: £5,25 za 65g
źródło: fr.lush.eu
Shimmy Shimmy Glitter Barkostka w kształcie abstrakcyjnego serduszka o zapachu wanilii, lawendy i szałwi, stworzona aby dodać skórze blasku. Błyszczące drobinki  delikatnie rozświetlają skórę  nadając jej brązowo-różowy odcień. Cena £4,00 za 30g
źródło: fr.lush.eu

Wiccy Magic Muscleszawiera masło kakaowe, masło karité,  olej kokosowy extra virgin i organiczny olej jojoba. Głównym zadaniem tej kostki jest wprowadzenie w skórę rozgrzewającej mieszanki olejków eterycznych (wyciągu z cynamonu do ogrzania skóry i mięty pieprzowej, aby poprawić przepływ krwi) w celu odprężenia i pozbycia się uczucia zmęczenia. Sposób użycia : najpierw należy masować skórę gładką stroną aby ją rozgrzać a potem strona „grudkowatą” aby pobudzić mięśnie do przyjęcia olejków. Kostka świetnie sprawdza się jako lekarstwo na wyczerpujący wysiłek fizyczny. Przy pierwszym użyciu ma się wrażenie jakby mały kaloryfer włączał się w masowanym miejscu. Po pewnym czasie jednak odczuwa się ulgę i napięcie a nawet ból mięśni znika. Fasola aduki będąca jednym ze składników tej kostki  stymuluje mięśnie, usuwa napięcie oraz łagodzi ból. Cena £5,95 za 70g
źródło: fr.lush.eu
Friends with Benefits – kostka zawierająca masło kakaowe, masło karité, które nadają skórze blask i  nawilżenie oraz wyciąg z nagietka, który łagodzi zaczerwienienia, podrażnienia. Mark Constantin twórca Lush określa te kostkę poniższym zdaniem, które wyjaśnia jej nazwę We make this bar with fairtrade cocoa butter, because we like our friends to benefit from a fair price for the hard work they do making our ingredients”. Cena: £6,50 za 65g
źródło: fr.lush.eu

Peace – kostka stworzona na bazie sztandarowego produktu do pielęgnacji używanego w Lush Spa (Synaesthesia) oraz masła kakaowego, karité i oliwy z oliwek ma za zadanie łagodzić nerwowe sytuacje i zapobiegać konfliktom. Jednym słowem, kiedy się nią wymasujesz będziesz mistrzem negocjacji i mediacji ;) Cena: £6,95 za 65g
źródło: fr.lush.eu

Hottie – to kostka do zadań specjalnych czyli na poważnie nadwyrężone mięśnie. Zawiera olejki eteryczne z czarnego pieprzu, imbiru, które pobudzają krążenie i łagodzą napięcie mięśniowe. Kształt kostki również ma sprzyjać eliminacji napięcia mięśniowego ponieważ masujemy częścią z „wypustkami”. Cena: £5,25 za 90g
źródło: fr.lush.eu
Stosując kostki do masażu należy zabezpieczyć pościel czy inny materiał, z którym nasze ciało może mieć styczność, ponieważ po prostu przez jakiś czas się lepi i klei do wszystkiego.

I na koniec najważniejsze zalecenie przy stosowaniu massage bar – do użytku we dwoje :)

Wytrwałyście do końca? Brawo!  :)

Jeśli znajdziecie jakieś nieścisłości w mojej prezentacji – dajcie znać. Wszystkie informacje pochodzą z gazetki o produktach Lush.

Znacie ten produkt? Stosujecie? Jakie są Wasze wrażenia?

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 20 lutego 2012

Trudny TAG

Wreszcie przyszedł czas na odpowiedź na TAG, który przywędrował do mnie od Moniki. Bardzo dziękuję.

 ZASADY:
- napisz, kto Cię otagował i zamieść zasady TAG'u
- zamieść baner TAG'u i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki ( akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo:
- maja tańsze odpowiedniki
-są przereklamowane
- amatorkom są niepotrzebne
- bo to sposób na niepotrzebne wydatki...
...i krótko wyjaśnij swój wybór
 
- zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek

Jest to dla mnie trudny TAG, bo jeśli codzi o kosmetyki to zazwyczaj wolę miec niż nie miec ale dokonałam wysiłku umysłowego i oto jego rezultaty :


1. Nie kupuję wysokopółkowych preparatów do demakijażu, bo zużywam ich tyle, że zbankrutowałabym niechybnie.

2. Nie kupuję wysokopółkowych preparatów do kąpieli, peelingów, balsamów czy masełek (nawet nie wiem czy takowe istnieją ale pewnie tak). Uważam, że te za kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych są wystarczające dla mojej skóry.

3. Pędzle Maestro i Inglot w zupełności wystarczają mi w moich amatorskich makijażach. Mam jednego Maca i moja prymitywna makijażowi dłoń nie widzi różnicy.

4. W moim amatorskim makijażu zbędne są wszelkie cienie do brwi.

5. Według mnie wiele z wysokopółkowych kremów przeciwzmarszczkowych jest przereklamowanych. Na oznaki wieku i tak wiele nie pomoże. Stwierdzam to na podstawie doświadczeń mojej mamy i częściowo już swoich niestety a może "stety"  ;)

Do zabawy zapraszam :





Czytaj dalej ...

sobota, 18 lutego 2012

Londyńskie zakupy odsłona czwarta - Lushowe szaleństwo + pytanie do Was


Wśród moich londyńskich zakupów nie mogło rzecz jasna zabraknąć Lush’a
Nigdy nie miałam styczności z tymi produktami a zachwyty, które czytam i słyszę zewsząd sprawiły, że pierwsze kroki wprost z lotniska (no może trochę przesadzam ;) skierowałam właśnie do malutkiego słodkiego sklepu na Regent St.
Jeśli jeszcze ktoś z Was nie słyszał o Lush to śpieszę wyjaśnić, że jest to angielska firma produkująca kosmetyki w głównej mierze pielęgnacyjne na bazie świeżych owoców i warzyw, wykonane ręcznie, nie testowane na zwierzętach, często są to produkty wegańskie. Cechą charakterystyczną Lush jest to, że znakomita większość produktów nie zawiera konserwantów dlatego też  mają krótką datę przydatności do „spożycia”, zazwyczaj 2-3 tygodnie. Data ta znajduje się na opakowaniu, na którym często widnieje również imię twórcy produktu . Produkty z krótkim terminem przydatności należy przechowywać w lodówce.

Sklepiki Lush są niewielkie ale wypchane po brzegi, bajecznie kolorowe i przypominają bardziej cukiernie niż sklepy z kosmetykami. Od progu owiewa Cię zapach produktów różnej maści i konsystencji a zapach ten nosisz potem na sobie cały dzień. W sklepikach Lush można wszystko wypróbować. Są tam miseczki z wodą, w których po testach można obmyć ręce.  Obsługa jest przemiła i zrobi Ci 10 minutowy masaż dłoni wybranym kremem czy masłem do ciała (!)

Produkty jakie tam znajdziemy to mydełka na wagę, szampony w kostkach czy raczej w tabletkach, świeże maseczki, kremy, kostki/batony do kąpieli (bubble bars)w magicznych barwach, galaretki do kąpieli , peelingi, dezodoranty, perfumy itd.,itp. Mam wrażenie, że asortyment Lush jest jak wór bez dna. Produkty nie dość, że intrygująco pachną to jeszcze mają zabawne nazwy (Cosmetic Warrior, Handy Gurugu, Sonic Death Monkey, Shave the Planet).
Ceny są dość przystępne o ile nie zamierzasz wykupić połowy sklepu a zazwyczaj zamierzasz:)

Moje lushowe nabytki to: szampony w kostkach, świeże maseczki, mydełko, masełka do ciała i krem do ciała.
Na pierwszy ogień pójdą dwie maseczki o różnym działaniu, zapachu, konsystencji  i oczywiście składzie.

Pierwsza to Oatifix, maseczka do suchej skóry o działaniu zmiękczającym, natłuszczającym z owsianką, migdałami, wanilią, bananami, masłem z orzechów illipe. Czujecie ten zapach? Z zasady nie przepadam za spożywczymi nutami w kosmetykach ale w produktach Lush nie przeszkadza mi to zupełnie, ponieważ mix aromatów spożywczych z innymi podchodzi moim zdaniem pod majstersztyk aromakologii :)


Maseczkę należy pozostawić na twarzy od 5-10 min. nie dopuszczając do całkowitego zaschnięcia, omijając okolice oczu i ust, po czym zmyć ciepłą wodą. Możemy stosowac zabieg 2-3 razy w tygodniu.

Konsystencja Oatifix jest owsiankowo-maślana, niełatwa w nakładaniu i prezentuje się tak:

Maskę zastowałam już 4 raz (2 razy w tygodniu) i za każdym razem nie mogę się nadziwic jak długo utrzymuje się efekt. Zazwyczaj nie muszę przez kilka godzin nakładac żadnego kremu. Nie ukrywam, że również po to aby jak najdłużej czuc ten niesamowity waniliowo-migdałowy zapach :) 
75 g produktu wystarczy mi akurat na wskazane w dacie przydatności 3,5 tygodnia. Szkoda, bo trudno będzie mi się z nią rozstac :( Nie chce któraś z Was wziąc Lusha we franczyzę w Polsce? ;)

I jeszcze bardzo fajny opis działania maseczki z gazetki Lush.

powiększalne :)

Druga maska, najbardziej popularna wśród masek Lush, to Catastrophe Cosmetic (A cooling mask to calm the most catastrophic of catastrophes!) na niespodzianki typu wypryski, zaczerwienienia, ślady po urazach. W jej skład wchodzą głównie jagody bogate w naturalne antyoxydanty, żel z irlandzkiego (!) mchu i olej z migdałów.




Maska prezentuje się tak

A jak na buzi to znajdziecie na blogu Marti (nie pogniewasz się mam nadzieję :).
Ma zupełnie inną konsystencję niż Oatifix; jest gładsza w dotyku, bardziej maziowata, zawiera kawałki jagód a po nałożeniu na buzię dośc szybko tężeje trochę jak zaprawa cementowa... Ma też podobny kolor ale rzecz jasna nie zapach ;) Dla mnie trochę za mocna, ale przed planowanym wielkim wyjściem w sytuacjach podbramkowych na pewno ratuje nasz wygląd.

W następnym poście przedstawię Wam moje lushowe nabytki mydełkowo-szmponowo-masełkowe. Zapraszam zainteresowanych.

Mam dla Was przy okazji pytanie-propozycję z rodzaju gangsterskich (nie do odrzucenia). Czy interesowałby Was post czy raczej kilka postów z cyklu "Przewodnik po produktach Lush"?
Otóż do swoich zakupów otrzymałam 48-stronicową gazetę opisującą bardzo dokładnie cały (chyba) asortyment tej firmy.

Oczywiście wszystkie informacje można znaleźc na ich międzynarodowych stronach ale ostatecznie dla wielu z nas języki obce są obce więc może taka baza wiedzy o Lushu byłaby pomocna w zakupach. Co Wy na to?

Na zakończenie tego dzisiejszego elaboratu chcę serdecznie podziękowac Marti z bloga Beauty And Mac za nieocenioną pomoc w moich lushowych zakupach. Bez Ciebie byłabym jak dziecko w lushowej mgle ;)

Miłej niedzieli z maseczkami maści wszelakiej:)

Czytaj dalej ...

piątek, 17 lutego 2012

Londyńskie zakupy odsłona trzecia - Deborah Lippmann

Mam swój pierwszy lakier Deborah Lippmann :)
Oto i on - No More Drama z kolekcji Celebrity Shades stworzony we współpracy z Mary J. Blige.

źródło : scottbarnes.com
No More Drama to sultry golden caramel (opaque pearl) czyli gorący złoty karmel w zgaszonym perłowym wykończeniu. Taki właśnie jest - niby nudziak a nie do końca dzięki tej złotej, perłowej nutce. Według mnie to bardzo elegancki, stonowany kolor do pracy ale także na wieczór, ponieważ w sztucznym świetle ta złota karmelowa nutka pięknie się mieni.

mieni się jak tygrysie oczko :)
Jest to moje pierwsze spotkanie z lakierami Debory Lippmann i muszę przyznac, że mój egzemplarz wart był swojej ceny zarówno ze względu na urodę :) jak i na trwałośc i łatwośc aplikacji - właściwie wystarczy jedna warstwa, bardzo szybko wysycha, z utwardzaczem wytrzymuje ok. 5 dni bez otartych końcówek.




Jestem mocno zawiedziona, że w PL ta firma nie jest dostępna :(

P.S. Tradycyjnie przepraszam za czcionkę - nie wiem co się dzieje ostatnio z Bloggerem :(

Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast