Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 lipca 2018

Świetliste wakacje

W ubiegłym tygodniu wróciłam z urlopu w Chorwacji a tam wiadomo... nuda... słońce, cudowna szmaragdowa woda, piękne widoki i ... jeszcze raz słońce :D

Wbrew powszechnym trendom na unikanie słońca i nakładanie na siebie filtrów 50 lubię się opalać i tak wysoki filtr stosuję tylko na twarz i to też tylko przez pierwsze dni. Lubię gdy moja skóra nabiera złotego koloru i jakoś tak czuję, że raz w roku jest jej to potrzebne. Oczywiście unikam ekspozycji w godzinach największego nasłonecznienia ale uważam, że wszystko jest dla ludzi, jeśli nie leżymy plackiem od rana do nocy na plaży.

Ale nie o opaleniźnie chciałam pisać a o jej podkreśleniu. Generalnie rzadko używam rozświetlaczy bo jestem bladziochem i nie czuję się w nich dobrze ale latem, na opalonej skórze wyglądają pięknie, nawet w moim wieku ;)

Ostatnio, "zanabyłam" drogą kupna zestaw, a właściwie zestawik marki BECCA o nazwie GLOW ON THE GO. Na stronie Sephory wyczytałam, że Shimmering Skin Perfector to jeden z najlepiej sprzedających się kosmetyków marki. W zestawiku znajdują się dwa produkty - w formie prasowanej i płynnej.


Shimmering Skin Perfector występuje w kilku odcieniach ale w objętym promocją zestawie znalazł się kolor OPAL, czyli złoto-beżowy puder o kremowej konsystencji oraz jego płynna forma w tym samym odcieniu. W tym samym według tego co jest napisane na opakowaniu, bo według mnie te odcienie są różne, i dają też nieco inny efekt na skórze.

od lewej puder
Kosmetyk w płynie ma według mnie bardziej różowy kolor i po roztarciu daje delikatniejszy efekt.
Osobiście wolę kolor jaki uzyskuje się po nałożeniu produktu prasowanego.


Jak wspomniałam nie przepadam za dużą ilością rozświetlenia na twarzy, dlatego nie stosuję tych kosmetyków we wszystkich typowych miejscach, w jakie nakłada się rozświetlacz. Nie podobają mi się błyszczące nosy, górne wargi, broda czy łuk brwiowy, zwłaszcza, że opalona skóra sama w sobie ma tendencję do błyszczenia się.
Nakładam go więc jedynie na kości policzkowe i używam jako... cienia do powiek :D oraz dużym pędzlem oprószam delikatnie ramiona, ręce. W ten sposób bardzo fajnie podkreśla opaleniznę, nadaje skórze nienachalnego blasku oraz przykuwa uwagę ;)


Na pewno znacie ten produkt, bo nawet na Instagramie po zakupie dałyście mi znać, że używacie i lubicie. Dołączam więc do grona wielbicielek tego rozświetlacza BECCA :)






Czytaj dalej ...

czwartek, 2 kwietnia 2015

GUERLAIN Terracotta Joli Teint Natural Healthy Glow Powder Duo

Guerlain to obok Chanel i Givenchy moja ulubiona marka. Zawsze wyczekuję nowych kolekcji a wiosenna i letnia kusi mnie zazwyczaj szczególnie m.in. za sprawą corocznych wydań Terracotty. Guerlain tworzy także zazwyczaj przepiękne produkty pod względem designu.

W tym roku marka wypuściła puder Terracotta Joli Teint Natural Healthy Glow Powder Duo.  To coś pomiędzy bronzerem lub brązerem, rozświetlaczem a różem.

Kosmetyk pachnie frezjami, kwiatem pomarańczy i wanilią. Zamknięty jest w plastikowej dwukolorowej puderniczce w odcieniach czekoladowego brązu i szampańskiego złota. Opakowanie nie jest może szczególnie udane ale poręczne, płaskie i dobrze się otwiera. Wewnątrz nie ma jednak żadnego puszku więc kosmetyk przeznaczony jest do nakładania pędzlem.

Dostępne są 4 odcienie, z których wybrałam 02 – Natural Blondes.  Puder składa się z dwóch odcieni. W moim jeden to ciepły jasny beżowo-brzoskwiniowy kolor i drugi różowy.




Puder zawiera delikatne błyszczące mikro drobinki, które są tak zmielone i wymieszane z całą formułą, że na twarzy dają po prostu delikatną poświatę, coś w rodzaju naturalnego rozświetlenia. Pięknie współgrają ze światłem słonecznym. Obejrzałam trzy pozostałe i subiektywnie stwierdzam, że są piękne ;). W tym wydaniu pudrów terracotty Guerlain zaspokoi, moim zdaniem, potrzeby każdego odcienia skóry. Mamy tu bowiem wersję 00 dla jasnych blondynek tzw. chłodnych typów ale i 02 dla blondynek cieplejszych, jak ja :). Wersje 01 i 03 zawierają jaśniejszy i ciemniejszy karalowo-brzoskwiniowy odcień. Oba odcienie po wymieszaniu dają ładny naturalny efekt rozświetlonej delikatnej opalenizny. Żadna z wersji  nie jest zbyt pomarańczowa, co czasem się zdarza w tego typu produktach.


Formuła jest satynowa i ultralekka.
Myślę, że latem, przy opalonej skórze można będzie zastosować ten puder na całą twarz. Na razie używam jako bronzer lub/i rozświetlacz w typowych dla takich kosmetyków miejscach.

Zapolujecie?

Czytaj dalej ...

środa, 19 listopada 2014

Plumes Précieuses Chanel

Makijażowe kolekcje świąteczne marek selektywnych już od dawna w perfumeriach a właściwie już od dawna tylko ślad po nich ;).

Jak co roku czekałam na kilka szczególnie. Niestety rozczarowały mnie po obejrzeniu w perfumerii. Tak było m.in. ze świątecznym Guerlain i Diorem :(

Kolekcją, która nie interesowała mnie szczególnie na podstawie zdjęć reklamowych była Plumes Précieuses Chanel. Niestety, jak to często u mnie bywa z kolekcjami tej marki, spotkanie oko w oko powoduje przykrą dla mojego portfela weryfikację wyobrażeń ;) :D

Kolekcja składa się m.in z rozświetlacza Camélia de Plumes i różu Caresse. Te dwa produkty po prostu mnie urzekły i cóż było robić. W tym roku jest nieco łatwiej, bo akurat Sephora zafundowała nam 20% -owy rabat więc...


 
Camélia de Plumes to specyficzny rozświetlacz. Nie w działaniu, bo tu chyba nie ma nic odkrywczego ale w kolorze. Na pierwszy rzut oka jest to po prostu srebrny kolor. Piękne tłoczenie bardzo trafnie wpisuje się w sezon zimowy - niby ukochany kwiat Chanel a jakby płatek śniegu. Ten kolor na zdjęciach reklamowych zwiódł mnie. Dla mnie rozświetlacz musi mieć nieco z koloru skóry, czyli nieco różu, beżu, może żółci ale niekoniecznie czystego srebra.

Okazuje się, że Camélia de Plumes tylko na pozór jest srebrna. W rzeczywistości, po roztarciu i rozprowadzeniu na twarzy ma piękny dość ciepły złoto-srebrny odcień, zbliżony do ... oszronionej brzoskwinki. Na twarzy daje transparentny efekt glow. To dla mnie swego rodzaju połączenie efektu Meteorytów z tradycyjnym rozświtlaczem.


 Drugim zasługującym na wielką uwagę produktem w tej kolekcji jest róż Caresse.

 
Caresse to piękny brzoskwiniowo-różowy kolor, taka Pieszczota na policzku ;) Konsystencja jest satynowo-kremowa ale nieco pyląca. Efekt na policzku natomiast to pół transparentny, dość wyraźny glow. Kolor jest na tyle ciekawy, że w strukturze, w migoczących w świetle mikro drobinkach zatopiony jest róż, brzoskwinia, złoto, srebro, a nawet można się dopatrzeć fioletu i szarości. 


Skusiło Was coś ze świątecznych kolekcji?





 


Czytaj dalej ...

wtorek, 24 czerwca 2014

Face Color Enhancing Trio Shiseido

Face Color Enhancing Trio Shiseido to produkt 3 w 1. Sporo marek idzie teraz w produkty wielofunkcyjne w makijażu. Podobne paletki znajdziecie m.in. w letnim wydaniu makijażu według Chanel.



O ile jaśniejsza paleta Chanel nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia, o tyle paletki Shiseido już zachwyciły, praktycznie wszystkie.
W aktualnej ofercie marki znajdziemy 4 paletki, służące do osiągnięcia 4 różnych efektów :

źródło: shiseido-club.de
Lychee da nam naturalny i rozświetlający look, Peach - nieco bardziej widoczny i wyszukany, Apple - zdrowy i naturalny jak po słonecznym pocałunku i Plum - opalony.

Obejrzałam wszystkie 4 i wydaje mi się, że ich główną zaletą jest to, że wszystkie pasują do każdego typu urody. Nakładałam po kolei wszystkie i we wszystkich wyglądałam dobrze (no, ostatecznie ładnemu, we wszystkim ładnie buahahaha ;). Każdy tworzył po prostu na mojej twarzy inny efekt. Nawet najciemniejszy Plum wyglądałby dobrze, gdybym była mocniej opalona.
Wybór był więc dość trudny ale ostatecznie, po radzie Pauliny, Irenki i Dolly zdecydowałam się na Apple, czyli RD1.
Przy okazji, jeśli będziecie chciały zamówić online albo pytać o dostępność produktu przez telefon to trzeba posługiwać się tymi literowymi oznaczeniami - na opakowaniu nie ma nazw. 


Produkt składa się z  trzech części: różu, niby-brązera i rozświetlacza.
Wszystkie te trzy elementy paletki są bardzo dobrze napigmentowane, dość intensywne na swatchach. Mogą się wydać nieco pudrowe przy nabieraniu palcem ale ja określiłabym ich konsystencję raczej jako pudrowo-kremową, która po nałożeniu na twarz pięknie do niej przylega.

Do palety dołączony jest poręczny, ścięty pędzelek, dzięki któremu łatwo nałożymy każdy kolor osobno na wybrane partie twarzy lub zblendujemy wszystkie.



Wszystkie trzy kolory mają przejrzyste, nieco perłowe wykończenie a na twarzy tworzą tzw. efekt glow.


Uwaga, legenda do zdjęcia ;)
Na prawym poliku wszystkie trzy produkty są nałożone osobno, na lewym zblendowane.
Oba efekty są, moim zdaniem, bardzo ładne.
Jeśli chodzi o kolor "brązera" mógłby być mniej pomarańczowy ale mam nadzieję, że na opalonej twarzy będzie wyglądał idealnie.

Co sądzicie?



Czytaj dalej ...

środa, 21 maja 2014

Diorskin Nude Shimmer Pink, czyli czy edycje limitowane są warte grzechu

W letniej kolekcji Diora Transat, z której opisywałam już lakier, znajdziemy także m.in. dwa produkty o nazwie Diorskin Nude Shimmer. Jeden w  kolorach różo-złotego brązu Rose lub jeśli ktoś woli Pink i drugi w odcieniu ciepłego brązo-złota - Amber.

Nabyłam drogą kupna ten pierwszy.


Produkt ma iście królewską oprawę, ponieważ posiada dość pokaźnych rozmiarów tekturowe pudełko, w którym znajdziemy masywną, metalową, srebrną kasetkę z lusterkiem i mięciutkim małym pędzlem kabuki. W osobnym miejscu w pudełku znajdziemy też tradycyjne welurowe granatowe etui.

Produkt jest połączeniem różu i rozświetlacza. Składa się z 4 części - jasnego różu i różo-brązu z shimmerem. Wytłoczone na powierzchni litery są w odcieniach kremowo-białym i intensywnie różowym. Kremowe mają matowe wykończenie a różowe mają lekki blask.


Z punktu widzenia estetyki jest to niewątpliwie wyższa szkoła jazdy. Czy jest też tak jeśli chodzi o zastosowanie i efekt?

Nie da się zastosować zamieszczonym w kasetce odcieni osobno. Każdy jest jednak na tyle dobrze napigmentowany, że zmieszane razem dają na twarzy delikatny efekt buzi „muśniętej słońcem”. Diorskin Nude Shimmer Pink nie jest jednak ani typowym różem ani typowym rozświetlaczem. Zauważyłam, że aktualnie marki tworzą takie 2 lub 3w1 a jak głosi polskie powiedzenie ludowe „ jak coś jest do wszystkiego, to….”  wiadomo ;)


Diorskin Nude Shimmer Pink jest nieco takim produktem. Nie do końca róż, nie do końca rozświetlacz, nie bardzo wiadomo więc gdzie go nałożyć. Nałożony na policzki daje ładny świeży efekt wypoczętej skóry ale już zastosowany jako rozświetlacz daje zbyt ewidentny blask, jak masa perłowa z różową poświatą. Osobiście nie przepadam za takim rodzajem rozświetlenia.


Produkt piękny od strony designu ale chyba mówiąc kolokwialnie „przekombinowany”. Tym niemniej na plus zapisuję metalowe opakowanie, które jest masywne i dobrze leży w dłoni oraz to, że nie widać na nim śladów palców i pozostałości produktu po aplikacji, bo wiadomo że osypywania nie da się całkowicie uniknąć.

Pisząc tę krótką recenzję zadałam sobie pytanie, po co marki wypuszczają co sezon kolekcje limitowane? Odpowiedź z punktu widzenia marketingu jest prosta ale mam wrażenie, że od jakiegoś czasu starają się prześcignąć jedna drugą w pomysłach na produkty, które w efekcie ocierają się o absurd.

Ciekawa jestem co Wy sadzicie.


Czytaj dalej ...

niedziela, 27 kwietnia 2014

Chanel Dentelle Précieuse Poudre Illuminatrice

Dentelle Précieuse de Chanel to prawdziwie koronkowa robota. Jest to najnowszy i bardzo limitowany rozświetlaczo-bronzero-róż, który, o ile mi wiadomo, na razie pojawił się tylko we Francji.


Dentelle Précieuse opisywany jest jako : "Puder rozświetlający w dwóch kontrastujących różowych odcieniach beżu i miedzi, które idealnie wyrzeźbią rysy twarzy nadając jej świetlistego wyglądu. To ekskluzywny produkt z tłoczeniem w postaci szlachetnej koronki, którą Gabrielle Chanel szczególnie kochała."

Obejrzałam mnóstwo zdjęć z internecie, swatche, gdy już się pojawiły i wiedziałam, że muszę go zdobyć. Z pomocą przyszła bloggerka, koleżanka i uczynna dusza w jednym - Kladyna (pokochałam to imię po lekturze serii książek Colette). Jeszcze raz ogromnie dziękuję :*


Opakowanie jest klasyczne i niczym nie różni się od traycyjnych produktów marki - za to także ją cenię. Nie trzeba wcale tworzyć co kolekcja nowych, wymyślnych opakowań - produkt mówi sam za siebie.

Po otwarciu opakowania moim oczom ukazało się istne cudo, majstersztyk designu. Długo wahałam się, czy w ogóle dotknąć powierzchni pudru. Ale jak tu napisać recenzję nie używając? ;)


Koronka jest delikatnie wytłoczona, jakby nałożona na samą powierzchnię produktu. Przypomina zwiewną pończoszkę, woalkę.
 
Puder w dotyku jest cudownie gładki, miękki, opalizujące drobinki są idealnie miałkie co daje niesamowicie delikatne, naturalne rozświetlenie na twarzy.

Jest to produkt wyjątkowy. Nie jest to typowy rozświetlacz ani typowy róż, ani tym bardziej bronzer czy puder wykończeniowy. To wszystko razem.

Kolor, który na zdjęciach wygląda być może na miedziany i intensywny absolutnie nie daje takiego efektu na buzi.


Nakładam go jako róż, jako typowy rozświetlacz w typowych dla rozświetlenia miejscach, jako opalizujący bronzer z delikatnym efektem - w każdej z tych ról jest idealny.
Kiedyś unikałam rozświetlenia ale z wiekiem uświadomiłam sobie jak jest ważne. Delikatny glow dodaje uroku, dziewczęcej świeżości, odciąga wzrok od niedoskonałości skóry, nie uwydatnia zmarszczek. 
Rozświetlacze, które posiadałam dotychczas nie dawały w 100% satysfakcjonującego efektu. Albo kolor nie taki albo rozświetlenie zbyt ewidentne. W Dentelle Précieuse znalazłam swój ideał. Kolor jest doskonały - to absolutna równowaga między różem, brązem i miedzią a rozświetlenie jest raczej promienne niż błyszczące.


Trwałość jak na produkt o tak miękkiej i prawie ulotnej strukturze jest bardzo dobra. Glow znika z twarzy właściwie dopiero podczas demakijażu. Produkt "trzyma się" tam gdzie został zaaplikowany, nie wędruje po twarzy, nie osypuje się, nie blednie.

Po raz kolejny Chanel mnie nie zawiodła :)


Czytaj dalej ...

wtorek, 8 kwietnia 2014

Guerlain Precious Light Rejuvenating Illuminator


Precious Light Rejuvenating Illuminator Guerlain
to jeden z lepszych korektorów rozświetlających jakie przyszło mi używać.
Ma za zadanie ukryć zmęczenie, pokryć podkrążenia, zasinienia, rozjaśnić okolice oka.


Konsystencja produktu jest kremowa a efekt aksamitny, miękki, niewidoczny ale skuteczny.
Niewidoczny bo na tyle lekki, naturalny, że autentycznie nie widać go na skórze natomiast działa jak powinien zgodnie z zapewnieniem Guerlain.

Nie mam może jakiś szczególnie podkrążonych oczu ale skóra jest często zasiniona zwłaszcza w wewnętrznych kącikach, co po zrobieniu pełnego makijażu  rzuca się mocno w oczy. To z czym natomiast się zmagam to worki pod pod oczami. Wynikają po trosze z niewyspania (mamie lekko nie jest) a po trosze z wieku – delikatna skóra wokół oczu najszybciej traci swoją sprężystość i napięcie, gdy zaczyna siadać cały jej kontur. Jak z tym problemem radzi sobie Precious Light? To rozświetlacz nie dający efektu połysku. On rozjaśnia worki w taki sposób, że rozprasza pięknie światło - są dużo mniej widoczne. 


Produkt jest uniwersalny i mimo, że zazwyczaj używam kosmetyków zgodnie z ich przeznaczeniem, sądzę, że może być stosowany do rozświetlenia innych partii – okolic nosa, kości policzkowych, łuku brwiowego. Guerlain słynie z takich niewiarydgodnych produktów, które rozświetlają matując jednocześnie jak słynne Meteoryty i rozjaśniają bez efektu błyszczenia jak Precious Light Illuminator właśnie.


Jeśli chodzi o pokrycie zmarszczek to kosmetyk również tu wykorzystuje swoje rozświetlające działanie. Dzięki ultra lekkiej konsystencji nie zbiera się nawet w widocznych liniach a rozświetla je tak, że są mało widoczne.

W połączeniu z odpowiednim makijażem Precious Light ładnie otwiera oko.

odcień 01
Występuje w 3 odcieniach i ma poj.1,5ml ale wierzcie mi jest to produkt niesamowicie wydajny.

 ***
Mam piękny nowy szablon dzięki Kasi :*


Czytaj dalej ...

sobota, 20 kwietnia 2013

O nieużywaniu kosmetyku

Dzisiaj post nietypowy jak na blog kosmetyczny.

Ostatnio u Marti i w komentarzach u Kasi pojawił się temat kosmetyków, które swoim designem (nie wiem czy tak można to określić w przypadku kosmetyków) tak bardzo przyciągają uwagę, cieszą oko, że czasami wahamy się, czy ich w ogóle użyć. Marti stwierdziła w swoim poście, że "wyrosła już z kupowania dla patrzenia", Kasia rozumie wewnętrzny konflikt "nie używać i cieszyć oko, czy może użyć i cieszyć się z efektu". Ja niestety nadal jestem dzieckiem i czasem (no ok. - często) kupuję kosmetyk li tylko z powodów estetycznych, jak gipsową figurkę, jak obraz. Różnica polega tylko na tym, że nie eksponuję go w widocznym miejscu ;)
Czy to już fetysz, czy jednak tylko umiłowanie piękna? Specjalista pewnie by się wypowiedział jednoznacznie ale nie zamierzam się do niego zgłaszać ;)

Jestem estetką, osobą wrażliwą na zapachy, barwy i dotyk, lubię otaczać się ładnymi przedmiotami i czerpię z tego radość i pozytywną energię. Lubię dotykać faktur materiałów na poduszkach leżących na kanapie, lubię głaskać miękkie włosy moich dzieci i czuć ich zapach gdy śpią wtulone w swoje pluszaki. Podobnie mam z kosmetykami kolorowymi. To rzeczy, w których szukam nie tylko wymiernego efektu na skórze ale i radości, jaką sprawia mi ich widok po otworzeniu opakowania.

Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem szaleńca obserwując od kilku lat tendencje firm kosmetycznych do tworzenia coraz to piękniejszych kosmetyków. Kosmetyk kolorowy, róż, puder, rozświetlacz ma nie tylko dawać oczekiwany efekt, bo umówmy się, że jest on jednak powtarzalny i trudno o rewelację i olśnienie ale musi uwieść czymś jeszcze potencjalnego, wymagającego i nieco rozbestwionego klienta. Uwodzi właśnie wyglądem.


Jednym z takich kosmetyków, które oczarowały mnie po otwarciu i zaparły dech w piersi jest różo-rozświtlacz z wiosennej limitowanej kolekcji Diora sprzed trzech lat Poudrier Dentelle.


Już samo opakowanie cieszy oko a zawartość jest według mnie wyjątkowa




Misterna, koronkowa robota.


Wiem, że wyprodukowano ich duuuużo i nikt nie robił tego ręcznie ale wykonanie jest mistrzowskie i takiego designu coraz częściej szukam w kosmetykach.

Jestem nim na tyle oczarowana, że od dłuższego czasu leży sobie w szufladce toaletki i nie interesuje mnie specjalnie jaki efekt i czy w ogóle daje na twarzy. Nie zamierzam go użyć :)

Ot taki post, głupawy nieco, bo nic nie wnoszący. Po prostu chciałam się z Wami podzielić moim wariactwem i oczekuję, ze przyznacie się do swoich ;).


Czytaj dalej ...

niedziela, 27 stycznia 2013

Na dobry sen ;)


Niektóre z tych nowości wiosennych są tak piękne, ze aż żal ich użyć.









Kolekcja wielce limitowana ;)

Złowiłyście już coś z kolekcji wiosennych ? Macie na coś szczególną ochotę?

Czytaj dalej ...

niedziela, 14 sierpnia 2011

Ooh la Lift czyli nie śpimy i wyglądamy pięknie

Ooh La Lift Benefit* kupiłam korzystając z ostatnich promocji w Sephorze skuszona opisem kosmetyku, który ponoć redukuje cienie pod oczami. Moje nie są jakoś bardzo widoczne, ale wybierałam się na urlop, a wiadomo, że wtedy, nie chodzi się spać z kurami :). Natomiast z kurami się wstaje – u mnie, wakacje nie wakacje, pobudka o 6.30 (synek mój najdroższy :). Ooh la Lift wydał mi się must have na wyjazd.

Kosmetyk ten NIE JEST KOREKTOREM, zresztą producent wcale go tak nie określa, więc przyznam szczerze, że nie rozumiem rozczarowania w niektórych recenzjach jakie znalazłam w necie. Ma za zadanie momentalnie rozświetlić skórę pod oczami, a w dłuższej perspektywie, napiąć ją, wygładzić, tak aby cienie były jak najmniej widoczne – stąd nazwa „Lift”. Moim zdaniem spełnia swoją rolę. Nie wiem, czy na pewno daje efekt WOW! przedstawiony na dołączonym do opakowania zdjęciu, ale na niewielkie cienie działa idealnie.
Wszyscy przecież wiemy, że aby je zupełnie wyeliminować należy po prostu się wysypiać, a jeśli to nie pomaga, to należy udać się do lekarza, bo może to być objaw jakiejś choroby. Opakowanie jest bardzo poręczne, niewielkie, akurat na podróż. Przypomina błyszczyk – też ma aplikator zakończony gąbeczką, konsystencja jest lekka, ale nie płynna. Producent zaleca nałożenie produktu w ilości 3 punkcików i roztarcie, wklepanie. W moim przekonaniu wystarczy, aby rozświetlić. Pa nałożeniu daje on na skórze przyjemny jasny, odbijający światło efekt. Ponieważ nie jest to korektor, nie gromadzi się w zmarszczkach mimicznych.



3 punkciki po roztarciu - mam nadzieję, że widac rozświetlenie

Podsumowując polecam osobom z „niechorobowymi” cieniami pod oczami, które chcą uzyskać natychmiastowy i długotrwały efekt rozświetlenia.
Kupiłam Ooh la Lift w Sephorze z 40% zniżką. Za pełną kwotę pewnie też bym się skusiła :)

Cena : 95 zł bez zniżki

* dla White Praline :)
Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast