Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korektor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korektor. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 marca 2015

Remedy Concealer Pen MARC JACOBS BEAUTY

Już w przyszłym tygodniu, najprawdopodobniej 10 marca, marka MARC JACOBS BEAUTY pojawi się w Sephorze. 

Wśród wielu ciekawych produktów, o których już pisałam TU znajdziecie m.in. REMEDY CONCEALER PEN.


Jak można przeczytać na zdjęciu Remedy Concealer to korektor, który ma za zadanie nie tylko korygować niedoskonałości skóry pod oczami ale także usuwać oznaki zmęczenia np. po nieprzespanej nocy. Dostępnych będzie 7 odcieni  oraz jeden uniwersalny rozświetlacz i uniwersalny korektor. 


Produkt ma kształt długopisu i działa na podobnej zasadzie tzn. trzeba nacisnąć na końcówkę by go wydobyć z opakowania. Stalówka jest wykonana z metalu, który ma za zadanie chłodzić okolice pod okiem.


Kolor, który posiadam (nr 4 Late Night) nijak się ma do koloru mojej skóry, choć muszę przyznać, że po roztarciu wygląda mniej zatrważająco.


Korektor powinien sprawdzić się na skórach mieszanych i suchych, ponieważ po pierwsze jego konsystencja jest rzadka, nieco wodnista, delikatnie nawilża skórę, nie daje efektu matu i wygładza. Rozświetlenie nie jest bardzo ewidentne, określiłabym je raczej jako rozjaśnienie, taki naturalny wygląd bez mocnego krycia. Jeśli borykacie się z sińcami, silnym podkrążeniem nie sprawdzi się, nie przykryje - po prostu ładnie odbije światło. Takie jest chyba zresztą jego główne zadanie - ma niwelować oznaki zmęczenia np. po nieprzespanej nocy. Jeśli tych nocy zbierze się kilka nie poradzi sobie, moim zdaniem :)

Jest to też, według mnie, produkt raczej dla młodych osób, które nie mają jeszcze zmarszczek, ponieważ nie ukryje ich.

Podsumowując, Remedy Concealer Pen to ciekawy kosmetyk ze względu na swój design o delikatnym kryciu i raczej dla młodej skóry, która nie boryka się z uporczywymi problemami.




Czytaj dalej ...

środa, 4 lutego 2015

Wiosenny makijaż SHISEIDO

Kolejne wiosenne nowości moi drodzy :) Tym razem SHISEIDO.

Na wiosenny makeup marki składają się dwa nowe produkty - pomadki Veiled Rouge, które występują w 8 kolorach i korektor Perfecting Stick Concealer oraz 4 nowe kolory lubianych cieni Shimmering Cream Eye Color.


Pomadki Veiled Rouge zawierają formułę, która na ustach tworzy dwie warstwy : kolor i połysk. Kolor znajduje się pod warstwą olejku z połyskiem. Aplikując pomadkę na usta, delikatnie ją do nich dociskamy i wówczas olejek-woal osadza się na górnej warstwie. Ponieważ wspomniany olejek nie wyparowuje ze skóry, kolor, połysk i nawilżenie utrzymują się na ustach długo.
Drugą innowacją w tych pomadkach są pigmenty Trans Red, dzięki którym kolor jest żywy i wyrazisty. Pigmenty te przekształcają inne światło na czerwone dając wrażenie żywego, intensywnego koloru i naturalnie świetlistego wykończenia makijażu.
Nowe pomadki Shiseido zawierają także potrójną formułę składników nawilżających m.in. kolagen i kwas hialuronowy dzięki czemu usta są nawilżone, miękkie i wydają się pełniejsze.


Przyznam, że od pierwszego użycia przepadłam. Jestem szminkomaniaczką i każda nowa formuła pomadek wzbudza moją ogromną ciekawość. Veiled Rouge mają zbliżoną do balsamów konsystencję i działanie. Moje usta są nawilżone, suche skórki ulegają zmiękczeniu a kolor utrzymuje się do kilku godzin bez nadmiernego wystawiania go na próbę obfitych  posiłków ;) 

Kolejnym ciekawym produktem jest Perfecting Stick Concealer. Ma formę sztyftu więc aplikacja jest bardzo wygodna. Korektor bardzo dobrze kryje niedoskonałości zachowując naturalny efekt wykończenia, ponieważ ładnie wtapia się w skórę. Nie mam szczególnych problemów skórnych typu wypryski, zmiany potrądzikowe, ponieważ moja sucha skóra nigdy nie borykała się z nim. Ten korektor jednak dobrze się u mnie sprawdza ukrywając przebarwienia, zaczerwienienia. Jeśli chodzi o zasinienia wokół oczu to nie sprawdził się u mnie o tyle, że jego zwarta, gęsta konsystencja podkreśliła zmarszczki mimiczne, które posiadam w ilości znacznej ;) W innych miejscach wypełnił swoją powinność :D. 
W tym produkcie Shiseido zastosowało pewną formułę - identyczna ilość olejku i pudru zostały połączone ze sobą. W kontakcie ze skórą, formuła ta ulega dekonstrukcji, umożliwiając płynnym olejkom i kryjącym cząsteczkom pudrowym wtopić się w skórę zapewniając gładkie i równomierne wykończenie. 
Korektor występuje w 3 odcieniach i można go dobrać w zależności od koloru podkładu jakiego używamy. Dla mnie idealny jest Natural Light (drugi), ponieważ używam podkładu I20.


Shimmering Cream Eye Color to cienie, które posiadam w swoich zbiorach więc ucieszyłam się z 4 nowych kolorów:
- Mousseline (morelowy róż)
- Lavande
- Fog (mgliście szaro-srebrny)
- Naiad (platynowy z domieszką zieleni)
 

Słoiczkowe cienie Shiseido mają kremową konsystencję i dają satynowy, delikatny efekt na powiece. Pięknie połyskują w świetle, są trwałe, nie blakną, nie warzą się, nie rolują, jednym słowem nie obciążają powieki. Zarówno Moussline jak i Fog, które posiadam zawierają drobniuteńki brokatowy pył i jeśli jak ja macie tendencję do przesuwania dłońmi po twarzy to ten pył może powędrować po policzkach. Kolory natomiast są delikatne, transparentne ale można je budować. Tego typu cienie nie podkreślą niedoskonałości powieki więc u mnie sprawdzają się idealnie :)

zdj1: Fog i Veiled Rouge RD506 Carnevale, zdj2: Moussline i Veiled Rouge PK304 Skyglow
W makijażu (słowo na wyrost ;) udział wzięli:


Wiosenna propozycja makijażu SHISEIDO jest według mnie delikatna, mimo niejednokrotnie żywych kolorów szminek, dziewczęca i nadająca twarzy rześkiego wyglądu. Mnie najbardziej do gustu przypały pomadki więc jeśli będziecie w perfumerii obadajcie koniecznie i podzielcie się wrażeniami :)




Czytaj dalej ...

sobota, 21 czerwca 2014

Undercover Pot Laury Mercier


Undercover Pot Laury Mercier to produkt tzw. 3 w 1. O ile niezbyt dobrze mi się kojarzy takie połącznie odnośnie produktów niekosmetycznych, o tyle w przypadku Undercover Pot można śmiało mówić o małym ideale. Małym bo mieści się w dłoni a ideale, bo działanie jest jemu bliskie.


Laura Mercier połączyła w tym produkcie 3 ze swoich 10 topowych kosmetyków:


Korektor Secret Camouflage
Madame Mercier wybrała nazwę „kamuflaż” dla tego korektora, ponieważ prawdopodobnie zapewnia on najlepszy efekt kryjący, jaki kiedykolwiek można było uzyskać za pomocą produktu do makijażu. Pomaga on ukryć zaczerwienienia, blizny i przebarwienia pigmentacyjne, zapewnia skórze jednolity wygląd, gwarantuje równomierny efekt kryjący, jest testowany dermatologicznie i alergologicznie, nie zatyka porów i nie podrażnia. Główne składniki to rumianek i aloes, które koją i łagodzą podrażnienia, witaminy A, C i E - antyutleniacze zapewniające ochronę skóry.

Korektor pod oczy Secret Concealer
Dobrze tuszuje zasinienia pod oczami. Ma niesamowicie nawilżającą, formułę o wysokiej pigmentacji. Zapewnia pełen efekt kryjący tworząc na skórze gładką powierzchnię. Nie powinien zbierać się w drobnych liniach, zmarszczkach i nierównościach skóry. Zawiera witaminy A i E oraz olej z ziaren soi.

Loose Setting Powder puder sypki utrwalający makijaż
Loose Setting Powder to wyjątkowo lekki i jedwabisty puder utrwalający. Kosmetyk zawiera idealnie miałki francuski talk, który ma wyjątkowe właściwości odbijające światło. Dzięki niemu uzyskamy trwałość makijażu oraz optycznie wygładzimy drobne linie i niedoskonałości.

Wszystkie te trzy produkty Laura Mercier połączyła właśnie w bardzo wygodnym wręcz podróżnym opakowaniu Undercover Pot.


Występuje on w 4 odcieniach. Ja posiadam nr 2.

Opakowanie produktu jest proste, eleganckie i poręczne. Po otwarciu wieczka ukazuję nam się pierwsza część kosmetyku, czyli podwójna paleta, w której po lewej stronie znajduje się Secret Camouflage a po prawej Secret Concealer. Kiedyś miałam słynny salmon concealer Eve Pearle i tu zasada jest podobna, choć oczywiście produkt inny. Po odkręceniu słoiczka, pod paletą ukazuje się naszym oczom Loose Setting Powder. Całe to małe opakowanie wyposażone jest dodatkowo w lusterko. Jednym słowem - ideał na wyjazdy, choć odczuwam jednak brak pędzelka.
Secret Concealer ma dość ciemny odcień jak na nr 2 i w pierwszej chwili można nieco obawiać się jak zachowa się na twarzy ale niepotrzebnie. Kolor, po dokładnym rozprowadzeniu idealnie stapia się kolorem skóry. Sam produkt ma bardzo kremową, treściwą formułę ale nieciężką i nietłustą. Laura Mercier zaleca nakładanie go pędzelkiem ale jeśli nie mamy go pod ręką delikatne wklepanie również zda egzamin. Korektor bardzo ładnie wygładza skórę pod oczami, nie obciąża jej, bardzo dobrze kryje zasinienia, tzw. podkrążone oczy. Niestety u mnie nieco podkreśla głębsze zmarszczki. Moja skóra pod oczami nie jest silnie zasiniona ale przy wyraźnym zasinieniu można nałożyć na niego delikatnie warstwę Secret Camouflage i na pewno pokryje idealnie – sprawdziłam.

Przyznam, że najczęściej korzystałam dotąd z Secret Concealer i pudru ale ostatnio, gdy dni są coraz cieplejsze zaczęłam stosować także korektor Secret Camouflage, ponieważ w czasie upałów staram się unikać aplikacji podkładów. Secret Camouflage świetnie pokrywa punktowo moje rozszerzone naczynka, przebarwienia czy inne drobne niedoskonałości i robi to tak idealnie, że na pewno sprawdzi się także przy poważniejszych niedoskonałościach.


Secret Camouflage może przy pierwszej aplikacji wydać się tępy ale w kontakcie z ciepłem skóry ładnie się rozprowadza. Dla uzyskania naturalnego i aksamitnego efektu możemy wykończyć makijaż pudrem sypkim.
Zaletą wszystkich trzech wspomnianych produktów jest trwałość i ogromna wydajność. Wystarczy naprawdę minimalna ilość wszystkich trzech aby wykonać makijaż bo przy użyciu tego małego cudeńka można autentycznie zrobić szybki letni, lekki makeup.

Cena: 169zł za 5,8g




Czytaj dalej ...

sobota, 19 kwietnia 2014

Dior Hydra Life BB Eye Cream

BB cream Hydra Life Diora należy do moich ulubieńców. Opisywałam go TU. Ostatnio dołączył do niego mniejszy brat – BB Eye Cream.

Kremy BB Hydra Life to produkty na pograniczu pielęgnacji i makijażu. Takich ostatnio szukam i takie się u mnie sprawdzają.



Według Diora BB Eye Cream „to unikatowy produkt do pielęgnacji wielopłaszczyznowej, który jednocześnie usuwa oznaki starzenia się skóry wokół oczu, wygładza ją, chroni i rozświetla”.

Podobnie jak pozostałe produkty z gamy Hydra Life BB Eye Cream zawiera koncentrat trzech wyciągów roślinnych, który chroni skórę przed pierwszymi oznakami starzenia.
Pierwsza z nich - Jisten, została odkryta przez etnobotaników Diora w Taszkiencie. Okazało się, że ekstrakt z tej rośliny ma właściwości silnie nawilżające. Pomaga wzmocnić krążenie wody poprzez pobudzanie głównych kanalików transportujących ją do wnętrza skóry.
Centella z Madagaskaru została wybrana przez badaczy marki Dior ze względu na swoje wyjątkowe właściwości wzmacniające tworzenie kolagenu.
Czarna róża z Bretanii, pomaga wzmocnić naturalne mechanizmy obronne skóry w kontakcie ze szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Jak każdy produkt z gamy Hydra Life, krem BB Eye zawiera także wodę malwową z Francji. Ma ona działanie pobudzające odnowę komórek. Struktura skóry jest dzięki niej piękniejsza i gładsza.


BB Eye Cream faktycznie mocno nawilża i mimo swej treściwej konsystencji nie jest ciężki. Można więc z powodzeniem zastosować go zamiast kremu.  Jest to dla mnie bardzo ważne, bo od podkładów i korektorów wymagam właśnie tego „czegoś” dodatkowo. BB eye cream to taki korektoro-krem według mnie.
Trzeba przyznać, że korygujące barwniki w nim zawarte pokrywają niedoskonałości skóry wokół oczu, wygładzają moje drobne linie ładnie je wypełniając i ujednolicając skórę. Produkt zawiera także drobinki pudru, które  łapią i odbijają światło co daje efekt rozświetlenia a więc zmarszczki są mniej widoczne a przy tym oczy nabierają blasku.
Po zastosowaniu kremu skóra wydaje się mniej zmęczona, oczy wyglądają na większe.


Dużą zaletą jest również filtr SPF 20 PA ++ .

Kosmetyk posiada aplikator, taki jak niektóre błyszczyki, co pozwala idealnie go dozować. Naprawdę nie potrzeba go zbyt wiele by pokryć partię skóry pod okiem i górną powiekę.
kąciku oka rozsmarowując go i wklepując w kierunku skroni.

Krem Hydra Life BB Eye dostępny jest w dwóch odcieniach Beige Light (01), który posiadam oraz Peach Light (02). Oba wpadają nieco w róż i beż ale dla mnie te kolory są idealne.


Czytaj dalej ...

wtorek, 8 kwietnia 2014

Guerlain Precious Light Rejuvenating Illuminator


Precious Light Rejuvenating Illuminator Guerlain
to jeden z lepszych korektorów rozświetlających jakie przyszło mi używać.
Ma za zadanie ukryć zmęczenie, pokryć podkrążenia, zasinienia, rozjaśnić okolice oka.


Konsystencja produktu jest kremowa a efekt aksamitny, miękki, niewidoczny ale skuteczny.
Niewidoczny bo na tyle lekki, naturalny, że autentycznie nie widać go na skórze natomiast działa jak powinien zgodnie z zapewnieniem Guerlain.

Nie mam może jakiś szczególnie podkrążonych oczu ale skóra jest często zasiniona zwłaszcza w wewnętrznych kącikach, co po zrobieniu pełnego makijażu  rzuca się mocno w oczy. To z czym natomiast się zmagam to worki pod pod oczami. Wynikają po trosze z niewyspania (mamie lekko nie jest) a po trosze z wieku – delikatna skóra wokół oczu najszybciej traci swoją sprężystość i napięcie, gdy zaczyna siadać cały jej kontur. Jak z tym problemem radzi sobie Precious Light? To rozświetlacz nie dający efektu połysku. On rozjaśnia worki w taki sposób, że rozprasza pięknie światło - są dużo mniej widoczne. 


Produkt jest uniwersalny i mimo, że zazwyczaj używam kosmetyków zgodnie z ich przeznaczeniem, sądzę, że może być stosowany do rozświetlenia innych partii – okolic nosa, kości policzkowych, łuku brwiowego. Guerlain słynie z takich niewiarydgodnych produktów, które rozświetlają matując jednocześnie jak słynne Meteoryty i rozjaśniają bez efektu błyszczenia jak Precious Light Illuminator właśnie.


Jeśli chodzi o pokrycie zmarszczek to kosmetyk również tu wykorzystuje swoje rozświetlające działanie. Dzięki ultra lekkiej konsystencji nie zbiera się nawet w widocznych liniach a rozświetla je tak, że są mało widoczne.

W połączeniu z odpowiednim makijażem Precious Light ładnie otwiera oko.

odcień 01
Występuje w 3 odcieniach i ma poj.1,5ml ale wierzcie mi jest to produkt niesamowicie wydajny.

 ***
Mam piękny nowy szablon dzięki Kasi :*


Czytaj dalej ...

czwartek, 4 kwietnia 2013

To nie makeup to Fakeup ! ;)

Recenzowany produkt otrzymała od marki Benefit.

Nowy korektor Benefit Fakeup to dość oryginalny produkt na rynku. 


Oryginalny zarówno pod względem formy, formuły jak i działania.
Korektor ma postać szminki, przypomina balsam do ust. Sztyft zamknięty jest w ciekawym, niestandardowym, jak na Benefit przystało, opakowaniu.


Obsługujemy go jak tradycyjną szminkę czyli wykręcamy i naszym oczom ukazuje się dwuwarstwowy sztyft.

Zewnętrzna warstwa jest zwarta, przypomina nieco wazelinę i ma za zadanie natychmiast nawilżać (zawiera vit.E i ekstrakty z nasion jabłka). Warstwa wewnętrzna to tradycyjny korektor; ukrywa cienie pod oczami, wygładza, rozprasza światło. Korektor występuje w trzech kolorach 01 Light (ten mam), 02 - Medium i 03-Dark.
Kolor 01 Light jest taki:



Jak widać na powyższych zdjęciach konsystencja jest nieco tłusta gdy przejedziemy nim po powierzchni jak szminką, natomiast po roztarciu wygląda już tak jak tego oczekujemy od korektora. Dlatego osobiście wolę go aplikować poprzez tapowanie, punktowe nanoszenie na konkretne miejsca a potem rozprowadzić opuszkiem palca.



Fakeup to bardzo dobry produkt. Nie jest mocno kryjący ale robi to co trzeba, czyli koryguje cienie, zasinienia, nie wchodzi w zmarszczki, wygładza optycznie, ładnie rozprasza światło a przede wszystkim faktycznie bardzo dobrze nawilża. Moja sucha i delikatna jak pergamin skóra pod oczami bardzo się z nim zaprzyjaźniła.

Przetestowałam już wiele korektorów w swoim kosmetycznym życiu ;) i przyznam, ze Benefit zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Nie spodziewałam się, że marka, która kojarzona jest z młodością, świeżością może stworzyć naprawdę skuteczny produkt dla dojrzałej skóry (czyt. która ma od cholery zmarszczek).

Co sądzicie o takiej formie produktu korygującego niedoskonałości? Według mnie to bardzo wygodne.


Czytaj dalej ...

sobota, 27 października 2012

Post "autopiętnujący" ;)

No i polazłam do Marionnaud .... :(

 

Jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie to 30% zniżki ... do jutra jeszcze, więc pędźcie ;)
Czytaj dalej ...

poniedziałek, 11 czerwca 2012

"Wymień stary kosmetyk na nowy" w Marionnaud


W perfumeriach Marionnaud trwa do 24.06 promocja -50% czyli „Wymień stary kosmetyk na nowy” . Teoretycznie polega na tym, że przynosimy swoje stare kosmetyki i mamy prawo do zakupu produktów w tej promocji. Teoretycznie, bo w praktyce nikt nawet nie pyta czy przyniosłyśmy coś w zamian. I dobrze w sumie, bo ja aktualnie nie mam zbyt wiele do oddania więc gdyby nie polskie luźne podejście handlowców nie miałabym możliwości skorzystać z oferty. W Niemczech pewnie by to nie przeszło.

Po rewelacyjnych zakupach Obsession ja również ruszyłam dzisiaj na łowy zwłaszcza, że szukam urodzinowego prezentu dla przyjaciółki zakochanej w Guerlain.  Podejrzliwa jak zawsze w stosunku do wszelkich promocji, wyprzedaży w polskich perfumeriach, na których już kilka razy się nacięłam na przeterminowane, ewidentnie otwierane kosmetyki teraz również podeszłam do w/w promocji z rezerwą. Obsession sprawdziła datę przydatności na swoim Or Imperial więc rzuciłam się na jedyne trzy Marionnaud w Warszawie i oto wyniki moich zakupów:


A termin ważności? No cóż, moja podejrzliwość okazała się uzasadniona. Jeśli wierzyć http://checkcosmetic.net/ korektor Diorskin Nude jest ważny jeszcze tylko 3 miesiące, lakier Chanel jest przeterminowany (data prod. październik 2008), ale lakiery podobno mogą „wytrwać” dłużej jeśli są nieotwierane i odpowiednio przechowywane (he, he, pocieszam się), Poudrier Dentelle Diora ma ważność  5 miesięcy jeszcze (rozumiem, bo to limitka z wiosny 2010 chyba) natomiast Or Imperial jest ważny jeszcze przez rok a Vol De Nuit przez 2 lata.

Opłacało się skorzystać z tej promocji w Marionnaud? Oceńcie same. Jedno jest jednak pewne – żadna inna perfumeria, moim zdaniem, nie daje tak często i tyle rabatów jak właśnie Marionnaud. Pluję sobie w brodę, że nie zgarnęłam jeszcze Meteorites Perles d’Or , bo były dwa ostatnie w Warszawie pudełeczka. Kiedy przyszłam po rozum do głowy i pół godziny później zadzwoniłam do perfumerii z prośbą o odłożenie do jutra konsultantka roześmiała się tylko „Jak Pani wyszła zaraz oba sprzedałam w 15 minut”. Która z Was sprzątnęła mi je sprzed nosa, hę ?
Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast