Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezodorant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dezodorant. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2014

Dezodoranty EISENBERG PARIS

Jestem twardogłowa, czyli inaczej beton, konserwa i jednostka niereformowalna w bardzo wielu kwestiach. Jedną z nich jest niechęć do dezodorantów blokujących wydzielanie potu. Wiem, nikt nie udowodnił, że zawarte w nich związki chemiczne mają rakotwórcze właściwości. Mimo to wystrzegam się a właściwie wystrzegałam bo od dość dawna trudno zdobyć dezodorant nie zakłócający transpiracji skóry pod pachami. 

Gdy więc jakiś czas temu EISENBERG wypuścił dezodoranty reklamując je jako skuteczne produkty nie blokujące wydzielania potu ale eliminujące nieprzyjemny zapach wzbudziło to moje ogromne zainteresowanie.

Pierwsze dezodoranty otrzymałam od marki do testów ale okazały się tak idealnie się spisywać, że aktualnie posiadam kolejne opakowania kupione za własne, zarobione w pocie i znoju pieniądze ;)


Dezodorant w białym opakowaniu przeznaczony jest dla kobiet, w srebrnym dla mężczyzn. Przyznam, że nie wiem czy prócz koloru opakowania czymś się różnią ;) Mąż ma podobne wrażenia do moich więc wnoszę, że różnica jest tylko w opakowaniu.

EISENBERG postanowił opracować dezodoranty, które nie zaburzają naturalnego mechanizmu pocenia się ale eliminują nieprzyjemny zapach, czyli działają na florę bakteryjną rozwijającą się w wydzielinie produkowanej przez gruczoły apokrynowe (te zlokalizowane w okolicy pach). "Antybakteryjny kompleks dezodoryzujący EISENBERG wiąże wodę i zakwasza pH. W ten sposób pozbawia bakterie "pokarmu" i zapobiega rozkładowi potu. To ogranicza mnożenie się bakterii odpowiedzialnych za przykry zapach".

Dezodoranty EISENBERG pozbawione są soli aluminium, alkoholu, parabenów, barwników, zapachu. 

Podeszłam z nadzieją ale sceptycznie zwłaszcza, że przez kilkanaście pierwszych dni nie widziałam żadnego działania.
Potem nastąpił cud prawie mniemany :)

Po tych kilkunastu dniach nieprzyjemny zapach był coraz mniej wyczuwalny a aktualnie, gdy stosuję swój dezodorant już od kilku dobrych miesięcy, w ogóle zniknął. 


"No tak, tak, ale pewnie Ty się mało pocisz" powie ktoś. Otóż miałam taki okres w życiu, zaraz po urodzeniu dzieci, że faktycznie pot nie był jakimś szczególnym utrapieniem ale latka lecą. Teraz jestem w tzw. wieku przedmenopauzalnym (tak stoi w ostatnim wypisie ze szpitala :D) i przyjęłam go z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli m.in. ze zwiększoną męczliwością i potliwością.

Dezodorant EISENBERGA radzi sobie świetnie z moimi huśtawkami transpiracyjnymi. Jedyne momenty, kiedy trochę "wymięka" to choroba ale wtedy potliwość nie jest w sumie naturalna a zmieniona chorobowo więc mu darowuję.


Nie uprawiam sportów ale ostatnio zaczęłam chodzić z kijami ze względu na szwankujące serducho a ponieważ moja kondycja jest od lat zerowa wracam z takich spacerków mokra jak mysz. Staram się chodzić szybko :) Dezodorant EISENBERGA daje radę. 

Produkt jest dodatkowo bardzo przyjemny w aplikacji. Rozpyla się w postaci delikatnej świeżej mgiełki, która nie pozostawia białych, czy tym bardziej żółtych plam na ubraniu. Nie powoduje żadnych podrażnień a fakt braku zapachu może być tylko plusem - nie kłóci się z ukochanymi perfumami :)

Dla wojujących ekologów też mam dobrą wiadomość - opakowanie w 100% podlega recyklingowi i nie zawiera gazu.


Jakich używacie dezodorantów?











Czytaj dalej ...

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Wstydliwy problem...


… czyli pocenie. 
 
W czasach gdy byłam nastolatką nie było jeszcze takiej dostępności wszelkich środków zaradczych (czyt. takiej ilości i różnorodności dezodorantów) dlatego też był to dla mnie w tym wieku bardzo przykry problem. Potem oczywiście jakoś sobie radziłam a po urodzeniu dzieci kłopot właściwie zniknął (gospodarka hormonalna przeszła 2  rewolucje). Pojawia się jednak od czasu do czasu w lecie, w stresie, po nadmiernym wysiłku czy w chorobie. 

Ostatnio znalazłam, wydawałoby się idealne, produkty do walki z poceniem. Oba pochodzą od marki I Coloniali dostępnej w Douglasach. 

I Coloniali to angielska firma kosmetyczna założona w 1799 przez braci Jamesa i Edwarda Atkinson. W 1826 James został nadwornym producentem perfum króla Jerzego IV. Wśród klientów braci Atkinson znalazła się także m.in. Sarah Bernhardt. Obecnie siedzibą firmy są Włochy. 

Pierwszy z produktów, które chcę Wam przedstawić, to Aromatic Soap z masłem Illipè z linii Rituals Of Wellbeing Bath Rituals. Masło illipè otrzymywane jest z orzechów drzewa illipè, występującego na Borneo. Rdzenni mieszkańcy Borneo od wieków stosowali masło z orzechów illipè do celów leczniczych i kosmetycznych. Posiada ono doskonałe właściwości nawilżające i przywracające sprężystość skóry, dlatego jest idealne dla skóry suchej i dojrzałej.
Z powodu większej twardości masło nadaje się do produkcji twardszych mydeł, ma łagodny, charakterystyczny zapach. Właśnie te dwa ostatnie czynniki najbardziej zachęciły mnie do zakupu. Zapach jest tyleż OBŁĘDNY co zupełnie niespotykany, dość … męski. Poza tym, używam tylko twardych mydeł. Nie znoszę jak mydło „ślimaczy” mi się w dłoniach, nie mogę go spłukać i pozostawia na skórze jakikolwiek film. Mydło ma mnie umyć i ewentualnie zostawić na skórze zapach a nie jakąś warstwę. Mydło I Coloniali właśnie takie jest. 

Przyznam się do swego rodzaju uzależnienia od tego aromatu – często wchodząc do łazienki po prostu przejeżdżam po nim wilgotną dłonią tylko po to by poczuć tę woń. Podoba mi się też opakowanie mydła – prosta, schludna torebka wykonana ze sztywnego brązowego papieru à la pakowego.

Drugim produktem marki I Coloniali, który stosuję do walki z poceniem jest dezodorant z linii Freshness Rituals. Jest to dezodorant w sztyfcie z ekstraktem z drzewa Oubaku. Drzewko to pochodzi z Japonii. W starożytnej medycynie japońskiej wyciąg z oubaku wykorzystywany był jako naturalny czynnik antybakteryjny. Do tej pory używany jest jako naturalna substancja dezodorująca o silnych właściwościach bakteriobójczych. Wyboru dokonałam kierując się 3 kryteriami:
1. nie używam antyperspirantów (mam jakieś prymitywne przeświadczenie, że są rakotwórcze), 
2. lubię dezodoranty w sztyfcie, dość suche w aplikacji,
3. zapach, podobnie jak przy mydle, skutecznie mnie uwiódł
4. opakowanie – kartonik z identycznej jak przy mydle tekturki „pakowej”, a sam sztyft umieszczony w metalowej obudowie - prostota i elegancja angielsko-kolonialna.


Jeśli chodzi o przedostatnie kryterium to nie była to miłość od pierwszego nuchnięcia ;). Dezodorant pachnie bardzo silnie, mentolowo, męsko i obawiałam się efektu na skórze. Okazało się jednak, że po aplikacji zapach jest właściwie niewyczuwalny a sam dezodorant „trzyma” cały dzień.  Czego chcieć więcej ? Otóż tu przychodzi czas na wyjaśnienie początkowego stwierdzenia o produkcie „wydawałoby się” idealnym. Otóż zagłębiłam się na spokojnie, w domu, z Internetem jako alfą i omegą, w skład dezodorantu i przeraziłam się. Czy słusznie ? Nie wiem, bo chemikiem ani biologiem nie jestem (czyt. jestem przygłupem w kwestii składów) a informacje z Internetu nie są często, gęsto miarodajne. 

Otóż skład przedstawia się następująco:
Alcohol Denat., Butylene Glycol, Propylen Glycol, Aqua,  Stearic Acid, Palmitic Acid, Parfum (Fragrances), Cetearyl Alcohol, Sodium Hydroxide, Benzyl Salicylate, Myristic Acid, Menthol, Lauric Acid, Phellodendron Amurense Bark Extract, Limonene

Szczególnie niepokoi mnie alkohol denarturyzowany i Butylene Glycol. Z drugiej jednak strony nawet słynna i uwielbiana Bioderma Sensibio H2O płyn micelarny zawiera Glikol propylenowy a mnóstwo kosmetyków pozostałe, wymienione w składzie alkohole. Wiadomo, że są tzw. dobre i złe alkohole w kosmetykach, żałuję tylko, że I Coloniali nie podaje stężenia tych składników, ale rozumiem, że to tajemnica, patent. Jestem również nieco rozczarowana faktem, że firma, która reklamuje się jako korzystająca z naturalnych składników produkuje kosmetyki z takim, dość dyskusyjnym składem.
Dezodorant uważam za bardzo skuteczny ale nieco obawiam się go stosować więc jeśli macie jakieś fachowe pojęcie (nie wyczytane z Internetu) to podzielcie się proszę.      
Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast