Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mascara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mascara. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 kwietnia 2015

Volume Effet Faux Cils 2015 Yves Saint Laurent

Mascara Volume Effet Faux Cils to produkt, który stał się kultowy od momentu pojawienia się na rynku w 2000 roku.

Aktualnie marka wypuściła kolejną wersję tego tuszu.

 
„Faux cils”, czyli „sztuczne rzęsy” swoją formułą pozwalała uzyskać pogrubienie rzęs już po jednym pociągnięciu dzięki zastosowaniu trzech polimerów o właściwościach pogrubiających, podkręcających i utrwalających. Ta mascara zwiększała objętość rzęs i nadawała im elastyczności i miękkości. Szczoteczka Volume Effet Faux Cils też była innowacyjna a mianowicie składała się z dwóch rodzajów włókien – sztywniejszych, by nanieść produkt i elastyczniejszych, by je rozdzielić.

Po 10 latach od wprowadzenia na rynek tusz zyskał nowe opakowanie i wzbogacony o nasycone czernią pigmenty skład.

W 2011 roku pojawiła się mascara Volume Effet Faux Cils Shocking, która posiadała dwustronną szczoteczkę o asymetrycznym kształcie i wielokierunkowych włóknach. Połączenie formuły „wet effect” z nową, kremową teksturą zapewniało wygładzenie i wydłużenie rzęs.

Już rok później YSL wprowadził wersję wodoodporną i gamę intensywnych kolorów. Szczoteczka zbudowana była z krótkich i sztywnych włókien ułożonych w odwróconą spiralę, co gwarantowało kontrolę przy modelowaniu rzęs. Wówczas, po raz pierwszy opakowanie ozdobiono logo YSL w niebieskim odcieniu Rive Gauche (perfum stworzonych w 1970 roku).

W 2013 roku pojawiła się Volume Effet Faux Cils Baby Doll, której szczoteczka zbudowana była z grubych, rzadko rozmieszczonych włókien gwarantujących idealne pokrycie i pogrubienie, oraz z cieńszych i gęściej ułożonych, które podkreślały nawet najcieńsze rzęsy.


W tym roku Yves Saint Laurent, na 15 urodziny produktu, lansuje nową formułę mascary Volume Effet Faux Cils, która ma zapobiegać wysychaniu produktu i nadawać nieco teatralny efekt. Tusz został wzbogacony o 4 olejki znane z właściwości pielęgnacyjnych – arganowy, z krokosza, rycynowy i ze słodkich migdałów. Taka formuła tworzy barierę zatrzymująca wilgoć i chroniącą rzęsy przed czynnikami zewnętrznymi. Jest tu też mieszanka wosków carnauba i candelilla, dzięki którym produkt idealnie pokrywa rzęsy.


Lloyd Simmonds, dyrektor kreatywny ds. makijażu YSL zaleca nakładanie mascary na podkręcone uprzednio rzęsy zaczynając od nasady w zewnętrznym kąciku. Przesuwając szczoteczką po rzęsach, wyciągając je do góry a jednocześnie na zewnątrz ruchem zygzakowatym uzyskujemy efekt ładnie rozdzielonych rzęs. Dolne rzęsy i te w wewnętrznym kąciku Lloyd Simmonds radzi malować czubkiem szczoteczki.

Kiedyś miałam podstawową wersję tej mascary. Pamiętam, że dawała dobry efekt ale niestety dość szybko wyschła, zaczęła się kruszyć.

Bardzo podoba mi się opakowanie, jego smukły kształt i połączenie dwóch odcieni złota przedzielonych logo YSL. Czysta elegancja.

Zaraz po otwarciu daje się wyczuć zapach produktu. Mamy tu do czynienia z piękną kompozycją owocowo –kwiatową. Można wyczuć mandarynkę, czarną porzeczkę, jaśmin, fiołek ale i wanilię i drewno sandałowe. Ok...., ja wyczuwam tylko mandarynke i jaśmin ;) Nie miałam ostatnio do czynienia z pachnącym tuszem i przyznam, że podoba mi się ten zabieg. Nie pamiętam, czy wersja podstawowa pachnie.

Tuszu używam od trzech tygodni i coraz bardziej się lubimy. Konsystencja jest średnio gęsta, czuć że zawiera olejki. Od pierwszej aplikacji ładnie pokrywał rzęsy, choć na początku, jak widzicie na zdjęciach, pozostawiał grudki w niektórych miejscach i trudno było je rozczesać – za szybko bowiem przylegał do nich, zapewne za sprawą olejków.


Teraz, gdy tusz trochę się „ułożył” jest dużo lepiej. Uzależniam się od tekstury, która dzięki wspomnianym olejkom ładnie otula rzęsy, nawet te najmniejsze oraz od efektu. Nie dość, że moje marne rzęsy są wyraźnie pogrubione, wydłużone i podkręcone to jeszcze są elastyczne i miękkie. Niestety po drugiej aplikacji tusze tworzą czasem… ciężką skorupę na moich cienkich rzęsach co prowadzi to tego, że podczas demakijażu łamią się one lub wypadają :/ W przypadku YSL nie ma tego problemu. Mam nadzieję, że wraz z dalszym stosowaniem będzie coraz lepiej.

Jakie są aktualnie Wasze ulubione tusze?


 


Czytaj dalej ...

środa, 10 kwietnia 2013

On revient toujours à ses premiers amours

Dawno, dawno temu ale już po trzeciej wojnie (tej tu) lubiłam kosmetyki Yves Rocher. Kiedyś, w czasach studenckich wyjeżdżałam do babci do Francji na wakacje i wiele franków (waluta francuska przed Euro - fajne duuuuże banknoty) przetraciłam w kolorowych, zachęcających do wejścia sklepach YR. Kiedyś, dla 20-latki przybywającej z szarego państwa te pastelowe saloniki były luksusem.

Po latach postanowiłam odwiedzić moją młodzieńczą miłość i z sentymentu wlazłam do sklepiku YR. Odmłodniałam :) Polityka nadal ta sama, czyli kolekcjonowanie stempelków, mnogość rabatów, promocji, 3za2 i co najważniejsze nadal ogromny wybór produktów.

Nie pozostałam obojętna na zakusy mojej dawnej sympatii i założyłam kartę członkowską (lubię się zrzeszać - w kupie siła), do której natychmiast podpiętych zostało kilkanaście promocji. Korzystając z jednej z nich otrzymałam, jako gratis do zakupów, tę oto mascarę:


Musicie mi wybaczyć to tło ale tak to jest jak człowiek wraca do starej miłości - wiecie, motyle w brzuchu, la vie en rose i totalne zauroczenie. Mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej wody? Nie ufam Grekom - doprowadzili swój kraj do ruiny ;)

Mascara Sexy Pulp Ultra Volume to moje wielkie odkrycie. Zachwyciła mnie najpierw szczoteczką... no OK - szczotą ;) a potem efektem na rzęsach.


Szczotka ma kształt klepsydry i jest dosłownie naszpikowana włosiem. Każdy z tych włosków dociera do najmniejszej nawet rzęsy a zawarty w składzie wosk z liści pewnej palmy brazylijskiej pokrywa je dokładnie i na długo.
W składzie nie znajdziemy elementów pochodzenia zwierzęcego ani parabenów. Jest natomiast guma z akacji, woda z bławatka i wosk ryżowy (zapobiega m.in. kruszeniu się tuszu).

Mascara YR nie daje firanowego efektu ale bardzo ładnie, naturalnie pogrubia, wydłuża, rozdziela rzęsy, ma przy tym idealną konsystencję, ani zbyt gęstą, ani zbyt rzadką, co dla mnie jest ważne bo nienawidzę jak tusz osadza się na brzegach opakowania - takie zboczenie mam, a co ;)


 Mąż nie czyta więc mogę to napisać - powrót do młodzieńczej fascynacji uważam za bardzo udany ;)

Znacie mascary Yves Rocher? Co sądzicie o produktach tej marki?


Czytaj dalej ...

środa, 13 marca 2013

MAC Extended Play Gigablack Lash w akcji

Produkt otrzymałam od marki MAC Cosmetics

W marcu w salonach MAC możemy nabyć nową mascarę Extended Play Gigablack Lash, czy też jak kto woli ulepszoną wersję tuszu Extended Play Lash.



M·A·C’S EXTENDED PLAY GIGABLACK LASH

TO MASKARA , KTÓRA WYKRACZA  POZA GRANICE KOLORU CZERNI . WYDAJNA I DŁUGOTRWAŁA - DO 16 GODZIN - W KOLORZE INTENSYWNEGO GRAFITOWEGO CARBONU. PODKRĘCA, PODNOSI ORAZ  WZMACNIA NATURALNĄ GRUBOŚĆ RZĘS DAJĄC PRZY TYM GŁADKIE I MIĘKKIE WYKOŃCZENIE. MALUTKA SZCZOTECZKA  POKRYTA  MIKRO-KULECZKAMI UMOŻLIWIA DOTARCIE I POKRYCIE NAWET NAJMNIJSZYCH RZĘS OD NASADY, AŻ PO SAME KOŃCE CO SPRAWI, ŻE OKO NABIERZE MOCNEGO, SCENICZNEGO WYGLĄDU. Cena 75zł

A co z tego jest prawdą?

Tusz jest nieduży, mieści się w dłoni. Pojemność to 5,7g.



Szczoteczka jest mała, wąziutka, delikatniusia


ale absolutnie nie ma to znaczenia przy makijażu, bowiem dociera dzięki swojej wielkości do każdej, najmniejszej rzęski, podkreśla ją, wyciąga z cienia :)

Bardzo łatwo się nią operuje; jako zwolennik wielgaśnych szczot typu DiorShow jestem zaskoczona jak łatwo. Kolor jest faktycznie bardzo głęboką czernią, trwa na rzęsach cały dzień, nie kruszy się, nie skleja, nie robi grudek. Konsystencja jest dość rzadka ale nie przeszkadza to w równomiernym pokryciu rzęsy na całej długości. Nie pogrubia jakoś szczególnie ale podkręca, wydłuża i definiuje. Mając ją na oku nie czuję ciężaru pomalowanych rzęs jak to czasem bywa przy mocno pogrubiających tuszach. Rzęsy są ładnie rozdzielone i wyglądają naturalnie.
Jestem na tak :)




  
Czytaj dalej ...

sobota, 23 lutego 2013

MACowo przedpremierowo - czyli tradycyjne kuszenie ;)

W marcu MAC uraczy swoje wielbicielki kolejnymi limitowanymi kolekcjami. Będą to kolorowa Archie's Girls, Mineralize Rich Lipstick, nowe podkłady Mineralize Moisture Fluid SPF15 i nowy tusz Extended Play Gigablack Lash.

Oto niektóre z tych produktów.










Powyższe produkty to tylko mały wycinek tego co z pewnością wpadnie do mojego koszyka. Po pierwszym spotkaniu jestem bardzo pozytywnie nastawiona do błyszczyka, szminki i tuszu.

Skusicie się na coś MACowego w marcu? 
Czytaj dalej ...

czwartek, 24 stycznia 2013

Guerlain Maxi Lash Cils d'Enfer

Maxi Lash Cils d’Enfer Guerlain pochodzi z wiosennej kolekcji marki. Mascarę promuje nieco diaboliczne zdjęcie Natalii Vodianowej bardzo zachęcające do posiadania Rzęs Rodem z Piekła (Cils d’Enfer). Mascara występuje w dwóch kolorach czarnym i fioletowym.




Cils d'Enfer zamknięty jest w złotej, kanciastej, niedużej tubce. Szczoteczka jest gęsta, tradycyjna na pierwszy rzut oka ale jak zapewnia producent włókna są ułożone na krzyż, aby starannie rozdzielać rzęsy i rozprowadzać bogatą formułę. Bardzo łatwo się nią operuje.



Według mnie tusz widocznie wydłuża rzęsy, nie skleja, pogrubia, można stopniować intensywność spojrzenia (od naturalnego, delikatnego efektu do tzw. firan), nie obciąża przy tym rzęs, pozostają miękkie i elastyczne. Konsystencja jest idealna, ani zbyt rzadka ani zbyt gęsta, nie osiada przy wyjmowaniu i wkładaniu na brzegach opakowania. Czy daje efekt Piekielnych Rzęs? Moje są słabeuszami więc z pustego i Salomon nie naleje ale efekt zadowolił mnie od pierwszej aplikacji. Z każdym kolejnym nałożeniem jest lepiej. Tusz nie zmienił konsystencji, nie kruszy się, nie tworzy grudek, nawet lepiej „oblepia” rzęsy od nasady po sam cieniutki koniec ;)

Oko z tuszem i bez :)
 

Czy wart jej swojej ceny (144zł)? Ja kupiłam na lotnisku w Londynie za 95zł. O ile w przypadku Meteorytów z tej samej kolekcji cena regularna pewnie skutecznie by mnie odstraszyła o tyle w przypadku Cils d’Enfer nie wahałabym się. Nowy tusz Guerlain ma szanse skutecznie wyprzeć ostatnio ulubionego Pytona HR.



Czytaj dalej ...

środa, 4 kwietnia 2012

Mascara DiorShow Backstage NIE kontra New Look


Mam dzisiaj dla Was porównanie dwóch tuszów  DiorShow Backstage i jego młodszego brata DiorShow New Look. Wszystkie recenzje New Look jakie czytałam były negatywne, a ponieważ DiorShow Backstage jest moim ulubieńcem od wielu lat postanowiłam sama to sprawdzić. Nadarzyła się świetna okazja, ponieważ otrzymałam pełnowymiarowe opakowanie w ramach wymianki z Pinkoholiczką (dzięki jeszcze raz). A oto i rezultaty porównania.


DiorShow Backstage zrecenzowałam TU, ale zacytuję dla łatwiejszego odbioru :):

„ZALETY:
- duża szczoteczka, nie umiem operować małymi
- wydłuża i podkręca,
- lekka konsystencja, dzięki której nie zasycha  natychmiast i można „dopracować” rzęsy powoli (co przy mało wprawnej ręce jest ważne),
- można różnie prowadzić szczoteczkę by uzyskać różny efekt i tusz przy każdym ustawieniu świetnie się rozprowadza,
- nie skleja rzęs,
- mnie do tej pory (3-4 opakowanie) ani razu nie wysechł zanim zużyłam całość, ale fakt, że kupuję zazwyczaj za granicą, więc pewnie produkt jest świeższy niż w Polsce (jest to problem wielu  produktów z tzw. wyższej półki w polskich perfumeriach)
- dobra wydajność,
- delikatna czerń, do zastosowania w codziennym makijażu,
- występuje w brązie, a ja głównie tego koloru używam
WADY:
- cena ok.130 zł za 11,5ml
- nie powoduje spektakularnego efektu teatralnych rzęs, dopiero po drugim nałożeniu,
- niezbyt pogrubia,
- trochę się osypuje,
- nie wytrzymuje całego dnia,
- w trakcie nakładania tworzą się na końcach rzęs małe grudki i trzeba zastosować szczoteczkę, żeby je zlikwidować”

DiorShow New Look

Charakterystyka z KWC Wizaż.pl:
„Diorshow New Look zapewnia rzęsom większą objętość, a spojrzeniu blask.
Maskara jest niezwykłym połączeniem perfekcyjnego makijażu z doskonałą pielęgnacją. Poprzez zastosowanie oryginalnej szczoteczki oraz formuły wyjątkowo skutecznego serum już po chwili rzęsy stają się grubsze, wydłużone, wzmocnione i z dnia na dzień jest ich coraz więcej”

ZALETY:
- mała szczoteczka, prosta w operowaniu, ponieważ nabiera akurat tyle produktu, żeby nie musieć „machać” nią wielokrotnie – 2 warstwy wystarczą dla osiągnięcia żądanego efektu, precyzyjnie maluje się nią dolne rzęsy
- rzadsza konsystencja niż Backstage co zmniejsza ryzyko pojawienia się grudek
- tusz bardzo dobrze „oblepia” rzęsy już po jednym nałożeniu
- bardziej wyrazisty efekt niż przy Backstage
- wydłuża (nawet moje krótkie rzęsy – mam nadzieje, że to widać na zdjęciach, bo w rzeczywistości efekt mnie zaskoczył)
- nie rozmazuje się, nie kruszy
- trzyma się cały dzień
- podobno odżywia (?) dzięki zawartości lecytyny i keratyny
- głęboka czerń
- konsystencja pozwala na pomalowanie również, przy okazji, górnej linii wodnej - kreska zbędna ;)


WADY:
- nie pogrubia :(
- cena 139zł za 10ml

od lewej: DiorShow Backstage, DiorShow New Look


Moje porównanie wypadło zdecydowanie na korzyść New Look. Jestem bardzo zadowolona z faktu, że ten tusz znalazł się w moim posiadaniu. Pewnie sama nie kupiłabym go po tylu negatywnych recenzjach a tu proszę, takie zaskoczenie.
Nie jest to tusz, który zrobił z moich rzęs firanki ale „z pustego i Salomon nie naleje”. Jednak miarodajna jest dla mnie również ocena mojego męża, który świadom tego mojego mankamentu (he, he – to najdrobniejszy z nich) stwierdził: „Sztuczne rzęsy sobie przykleiłaś czy co?”. Backstage pozostanie ze mną nadal, z przyzwyczajenia i dlatego, że nie spotkałam gdzie indziej tak pięknego brązu (ten kolor stosuje najczęściej). New Look jest natomiast, moim zdaniem, godnym a nawet lepszym jego następcą.

Od tej chwili przyrzekam uroczyście nie sugerować się opiniami innych :)
Czytaj dalej ...

środa, 11 stycznia 2012

Czy warto w Polsce kupować kosmetyki na wyprzedażach?

Moim zdaniem nie.
Po pierwsze wyprzedawane kosmetyki, zwłaszcza kolorowe, to zazwyczaj produkty, które ciężko lub w ogóle nie „schodzą” w sprzedaży regularnej czyli tzw. firmowe klapy, które dana marka za wszelką cenę chce upłynnić. Po drugie niestety bardzo często są to produkty nieświeże lub, których termin przydatności dobiega końca
Ponieważ jednak rzadko mogę kupić kosmetyk wysokopółkowy w przyzwoitej cenie (tj. w USA, czy w Duty Free) a nie po mocno zawyżonej, jak to ma miejsce w naszych perfumeriach, czasami korzystam z naszych wyprzedaży. W ubiegłym tygodniu wpadłam przypadkiem na końcówkę wyprzedaży w Marionnaud i skusiłam się na ten oto produkt.





Chodzi o Le 2 de Guerlain Two Brush Mascara czyli ciekawy tusz jednej z moich ulubionych marek. Poza tym tusz jest w bardzo poszukiwanym przeze mnie kolorze – śliwkowo-oberżynowym. Był przeceniony o 50% i kosztował 78zł. Wszystko więc przemawiało za zakupem.



Treść ulotki:
Two Brush Mascara posiada dwie szczoteczki. Szczoteczka główna, przeznaczona do górnych rzęs, ma za zadanie zwiększać objętość, wydłużać, podkręcać je i definiować. Szczoteczka mini, do rzęs dolnych, ma docierać do najmniejszych rzęs w wewnętrznym i zewnętrznym kąciku oka oraz zapobiegać ich sklejaniu. Mascara posiada ponadto innowacyjną formułę- 2 nowoczesne polimery zastąpiły klasycznie wykorzystywane woski naturalne (cokolwiek to znaczy :) 

„Wszystko byłoby pięknie w najpiękniejszym ze światów”, że sparafrazuję słowa filozofa, gdyby nie to, że tusz nie robi niczego, o czym zapewnia przytoczona ulotka.  Nawet śliwkowego koloru nie dojrzałam...



Dlaczego tusz nie działa? Otóż nie dlatego, że produkt jest klapą, nie dlatego, że mam krótkie rzęsy (mam, ale inne tusze są w stanie zrobić z nich całkiem przyzwoite firanki) a dlatego, że moim zdaniem albo kupiłam coś w rodzaju testera albo po prostu produkt, który, że względu na kolor, nie sprzedał się w odpowiednim czasie i kiedy już w końcu zbliżał się termin jego przydatności perfumeria postanowiła się go pozbyć, chociażby za połowę ceny. Datę produkcji i datę przydatności sprawdziłam na http://checkcosmetic.net/ 


Dodam tylko, że na opakowaniu tuszu widnieje znaczek mówiący o tym, że przydatność wynosi 6 miesięcy od otwarcia. Nawet jeśli założę, że kosmetyk nie był otwierany ( w co nie wierzę widząc jego konsystencję) to i tak zostały tylko 3 miesiące. Tusz został wyprodukowany prawie 3 lata temu (!)
Nie wierząc specjalnie w celowość swoich działań udałam się z reklamacją do Marionnaud. Nie chodzi o te 70 zł. ale o zasadę. Tak jak przewidywałam pani kierownik nie przyjęła reklamacji, twierdząc,  że internetowe źródło odczytywania kodów jest niewiarygodne. Nie potrafiła natomiast podać mi ani daty produkcji ani daty przydatności tuszu, bo „przecież te informacje są zakodowane” – błędne koło. Pieniędzy rzecz jasna nie może zwrócić, ponieważ primo produkt był objęty wyprzedażą, secundo już został otwarty (o ironio, ciekawe kiedy i przez kogo, bo ja na pewno nie byłam pierwsza) i użyty. Napisałam już w tej sprawie do dystrybutora, do Marionnaud France  i do Guerlain we Francji – niech wiedzą jaki image ma ich marka w Polsce dzięki Marionnaud.
Smutne w tej całej historii jest to, że przez własną głupotę i bezczelność polskich handlowców mogłam na długo zrazić się do produktów Guerlain.  Natomiast najgorsze, że nawet w regularnej sprzedaży często zdarzają się kosmetyki przeterminowane lub otwierane przed zakupem.
Na szczęście nie kupiłam na wyprzedaży żadnego podkładu czy kremu. Jak zobaczyłam w Douglasie zważone fluidy YSL  to ręce mi opadły.
Czy my nadal musimy żyć w handlowym komuniźmie gdzie klient się cieszył, że może w ogóle COŚ kupić?

Nie jest to post polityczny ;)
Czytaj dalej ...

wtorek, 6 września 2011

Mascara Dior DiorShow kontra Mac Opulash Optimum Black


Podczas ostatnich zakupów w Mac gdzie z nowej kolekcji Mac Me Over nabyłam jedynie Mythical skusiłam się jeszcze na nową mascarę Opulash Optimum Black. Przyznam, że do zakupu zachęciła mnie smoky evening eyes.
Tusze, których używam stale od kilku lat to DiorShow Backtage czerń i brąz, ponieważ po wielu próbach te najbardziej przypadły mi do gustu. Jako że Mac Opulash występuje tylko w czerni, porównam te dwa tusze w tym kolorze.


DIOR DIORSHOW
ZALETY:
- duża szczoteczka, nie umiem operować małymi
- wydłuża i podkręca,
- lekka konsystencja, dzięki której nie zasycha  natychmiast i można „dopracować” rzęsy powoli (co przy mało wprawnej ręce jest ważne),
- można różnie prowadzić szczoteczkę by uzyskać różny efekt i tusz przy każdym ustawieniu świetnie się rozprowadza,
- nie skleja rzęs,
- mnie do tej pory (3-4 opakowanie) ani razu nie wysechł zanim zużyłam całość, ale fakt, że kupuję zazwyczaj za granicą, więc pewnie produkt jest świeższy niż w Polsce (jest to problem wielu  produktów z tzw. wyższej półki w polskich perfumeriach)
- dobra wydajność,
- delikatna czerń, do zastosowania w codziennym makijażu,
- występuje w brązie, a ja głównie tego koloru używam

WADY:
- cena ok.130 zł,
- nie powoduje spektakularnego efektu teatralnych rzęs, dopiero po drugim nałożeniu,
- niezbyt pogrubia,
- trochę się osypuje,
- nie wytrzymuje całego dnia,
- w trakcie nakładania tworzą się na końcach rzęs małe grudki i trzeba zastosować szczoteczkę, żeby je zlikwidować

Oba tusze są tej samej wielkości i pojemności 11ml

MAC OPULASH OPTIMUM BLACK

ZALETY:
- duża szczoteczka,
- wydłuża, podkręca, pogrubia,
- nie osypuje się,
- wytrzymuje cały dzień,
- daje efekt teatralnych rzęs przy pierwszym nałożeniu,
- cena ok. 70zł

WADY:
- jak dla mnie zbyt głęboka czerń, raczej nie do dziennego makijażu,
- przy nakładaniu „zygzakiem” bardzo szybko utrwala rzęsy, co uniemożliwia jakiekolwiek poprawki,
- gęsta konsystencja, nieco skleja rzęsy
- w trakcie nakładania tworzą się grudki, które trzeba rozczesać


KONKLUZJA:
Mac ma wiele zalet, których nie ma Dior, ale moim zdaniem nie są to produkty zamienne ale uzupełniające się, chociaż przy delikatnym i jednokrotnym nałożeniu efekt jaki dają jest zbliżony. Najprawdopodobniej zostanę przy Diorze do codziennego makijażu, zwłaszcza, że korzystam głównie z brązu natomiast Mac będzie na tzw. wyjścia. Jak nauczę się przyklejać sztuczne rzęsy to po nałożeniu na nie Mac Opulash będę zapewne wyglądała jak Diva ;)

efekt tuż po jednokrotnym nałożeniu
efekty po kilku godzinach
 A Wam, który się bardziej podoba?
A do rozczesywania najlepsza i niezastąpiona jest szczoteczka jednorazowa używana przez wizażystów z Mac. Mam ich kilka ;)


Czytaj dalej ...
Blog template designed by SandDBlast